No właśnie – co koty postanowią? :-D

14947544_1031738316952289_3378078286319347978_n
Standardowy

:-)

Gdy emocje opadły, całą rodziną spokojnie i bardzo wnikliwie przeanalizowaliśmy pomysł dziadków. Okazało się, że pieniędzy nie starczy Kajtkowi na nowy samochód, co najwyżej na jakiś używany. Ale tata z mamą powiedzieli, że się dołożą. Pożyczą dużo pieniędzy z banku i po trochu będą je tam oddawać. I że trzeba będzie przez to trochę uważniej planować codzienne wydatki. Pomyślałam, że my, to znaczy ja i koty, też powinniśmy przyłączyć się do rodzinnego oszczędzania. Ja od razu zgłosiłam mamie swoją decyzję – będę jadała tylko co drugi ogórek! Ciekawa jestem, co koty postanowią w tej sytuacji.

:lol:

Urodzinowy prezent :-D

IMG-20161104-00491
Standardowy

:-)

Ale ostatnio dużo podróżujemy! Wszystko dzięki temu, że Kajtek kupił samochód. Właściwie to jest to nasz wspólny samochód, bo cała rodzina się na niego złożyła. Zaczęło się od tego, że babcia uznała, iż jej kochany wnusio, czyli Kajtek właśnie, bardzo potrzebuje auta. On sam w ogóle nie wiedział, że ma taką potrzebę – dowiedział się dopiero od babci. Bo babcia wie wszystko!

A zaczęło się to tak…

Na urodzinowe przyjęcie Kajtka babcia i dziadek przyszli z niezwykle tajemniczymi minami. Wręczyli mu swoje oszczędności, mając nadzieję, że wystarczą na kupno pięknego, nowiutkiego samochodu. To dopiero była niespodzianka! Wszystkim aż mowę odebrało z wrażenia. Nawet mnie! Po chwili emocje wzięły górę i wybuchł wielki, radosny hałas. Dla Rudzika chyba nawet za wielki, bo podskoczył ze strachu i uciekł pędem do pokoju Natalki. Chyba uznał, że stamtąd równie dobrze, a na pewno zdrowiej dla uszu, będzie słyszał, co się dzieje. Miśko, mający mocniejsze nerwy, donikąd nie umknął i spokojnie oglądał całe wydarzenie zza firanki.

:lol:

A koty niech żałują! Jeszcze więcej zdjęć!!! :-D

21469890_1779641398992905_18388696_n
Standardowy

:-)

Natomiast wszystko już umie Norton. Bierze udział w zawodach, tak jak Dominika. Jest utalentowanym skoczkiem. Właśnie planuje jechać w sobotę razem z panią Sylwią na mistrzostwa. Przyznam, że tak duży talent od razu wzbudził mój głęboki szacunek.

Wspaniałą niespodziankę przygotował nam tego dnia, oczywiście poza Trokiem, również Gawroszek. To biały konik, który wymyślił, że powozi nas na swoich plecach. Przyszedł do nas ubrany w siodło i zaprosił do jazdy. Poczciwy z niego Gawroszek! Nie wiem czemu, ale nie każdy skorzystał z jego propozycji. Właściwie to tylko Natalka i Madzia były chętne. I ja. Madzia pięknie wyglądała siedząc na siodle. Jechała z wielką godnością. A Natalka wprost przeciwnie. Najpierw narobiła krzyku, że zaraz spadnie, a potem jechała prawie leżąc na brzuchu na biednym, wystraszonym tym wszystkim Gawroszku. Powiem wam, że ja zachowałam się z największą klasą. Nie dość, że godnie, podobnie jak Madzia, stałam na siodle, to jeszcze pokusiłam się o niemal ekwilibrystyczne sztuczki, chodząc w czasie jazdy! Czy ktoś z was tak potrafi?

Jedno tylko mnie zmartwiło – nie miałam okazji poznać osobiście Nadziei, kobyłki cioci Ali. Podobno niedawno wyjechała w piękne miejsce, które leży bardzo daleko. Szkoda.

Jak widzicie, wizyta w stajni i cała wycieczka bardzo się nam udała. Wróciliśmy w wyśmienitych humorach. A koty niech żałują, że nie chciały z nami jechać!

:lol:

20148663_1515512098471948_1424765964_o 12592452_1056592007697295_8221823482655088925_n 10995287_894587057231125_8807625468576816676_o 1496542_672308709458962_1955891097_o14707780_1245441035479057_8147375039983074046_o

Zdjęcia pochodzą ze stron Stajnia Krzewień oraz Sylwia, Trok i inne zwierzaki. Dziękuję.

Spotkania pełne emocji. Są zdjęcia!!! :-D

IMG_20170910_153935
Standardowy

:-)

Ostatni po prawej mieszkał Promotor. Od razu wiedziałam, że to on! Był największy w całej stajni. Ogromny. Przerósł nie tylko nas, ale i wszystkich swoich sąsiadów! Znowu byłam zadowolona, że siedzę na ramieniu Madzi. Obie rozsądnie zachowałyśmy stosowną odległość od jego boksu.

Gdy wyszliśmy na zewnątrz, pani Sylwia, już nie szeptem, opowiedziała nam o swoich najnowszych końskich podopiecznych, bo nie tylko Samotnik i Szczygieł są nowi. Najbardziej nowa, bo w ogóle dopiero od trzech miesięcy na świecie, jest Winy, córeczka Windy. Chyba nie zamieniłam im imion, bo są tak podobne. Pewna jednak nie jestem. Córka to wykapana mama! Oczywiście o wiele mniejsza. Obie są piękne, a Winy ma tak niezmiernie długie nogi, że mogłaby być modelką! Każda jest identycznie brązowa, czyli gniada, tak jak to wam kiedyś tłumaczyłam.

Nowy i młody jest też ulubieniec pani Sylwii, Belfast. To bardzo przystojny ogier. Na tyle nowy, że jeszcze nikogo na plecach nie przewiózł. Będzie się dopiero wszystkiego uczyć. Z charakteru jest łagodny jak baranek i bardzo wszystkiego ciekawy. Wiem, ponieważ, gdy skończył drzemkę, natychmiast podbiegł z nami się przywitać. Chyba chciał mi się bliżej przyjrzeć, bo nagle zobaczyłam tuż przed sobą jego wielki nos. Nie wiem czy mu się spodobałam, czy nie, bo nic nie powiedział, za to sapnął nozdrzami tak mocno, że mało mi futerka nie zwiało! Mam nadzieję, że to jednak wyraz sympatii. Niemniej na drugi raz wolałabym być uprzedzana przed tak emocjonalnym powitaniem.

:lol:

IMG_20170910_153731IMG-20160507-00345IMG_20170910_153641

Dominika, Samotnik, Szczygieł… Poznajmy się :-D

IMG-20160806-00424
Standardowy

:-)

Cała nasza wycieczka przejście między boksami pokonała najciszej jak się dało, żeby nikomu nie przeszkadzać. Wśród wypoczywających koni rozpoznałam Dominikę, bo była najjaśniejsza. Pamiętacie, że ona jest biała czyli siwa? Zwróciła też moją uwagę, bo była ubrana w szykowną kamizelę. Taką dużą, na jej wymiar. To znaczy ja myślałam, że to kamizela, a tak naprawdę to derka, którą okrywa się konika, żeby mu było cieplej. Dominika akurat była rozgrzana po zabiegach fizjoterapeutycznych i nie można było dopuścić do jej zmarznięcia. Bo ona jest sportsmenką i bierze udział w zawodach! Zrozumiałe więc, że należą jej się masaże i specjalistyczna opieka!

Samotnik i Szczygieł też zwrócili moją uwagę. Na zdjęciach ich nie było, dlatego że oni są nowi. Obaj identycznie wyglądają, podobni jak dwie krople wody, bo to bliźniacy. Ja ich w ogóle nie mogłabym rozróżnić. A pani Sylwia potrafi!

:lol:

Zwiedzamy końskie apartamenty :-)

Standardowy

:-)

Kilka końskich głów zobaczyliśmy dopiero w drugiej części korytarza. Wychylały się po lewej i prawej stronie. Światła było tu mało, ale nic dziwnego, bo akurat trwała drzemka.

Wiedzieliście, że konie sypiają na stojąco? Ja nie wiedziałam. Ale najwyraźniej tak właśnie jest.

Każdy z nich ma swój pokoik z jedną prawdziwą ścianą, a trzema z połączonych deseczek. Ta trzecia jest niższa, cała się otwiera, bo są to takie jakby drzwi. I okno. Nad nią bowiem koń może wystawić głowę i wyglądać na korytarz. Przy tej ściance jest pojemnik na jedzonko. Nie zapomniano też o poidełku. Jest bardzo sprytnie pomyślane – koń,gdy chce się napić, naciska w odpowiednim miejscu i wtedy leje się świeże woda. Powiedziałam Natalce, żeby się niezwykle uważnie przyjrzała temu urządzeniu, bo wtedy będzie wiedziała jakie kupić, gdyż ja i koty z pilnie potrzebujemy nowego poidełka, a właśnie takie byłoby w sam raz!

:lol:

Gdzie te konie?!!! :-)

IMG-20160507-00341
Standardowy

:-)

Przeszliśmy potem długim korytarzem, zobaczyć kozy, których wołanie słyszeliśmy uprzednio przed budynkiem. Na nasz widok cała kozia familia podeszła do drewnianych drzwiczek i tak głośno, zgodnie zameczała barytonem, że aż się skuliłam zaskoczona. To dopiero potężny rodzinny chór!

Jednocześnie kątem oka zauważyłam, że tuż za nami, korzystając z chwili naszej nieuwagi, prawie bezszelestnie przemyka biało-czarny kotek. Tym razem ja zakrzyknęłam głośno:

– Hej kolego Miśka i Rudzika! Dzień dobry! Nie uciekaj, to przecież my!!!

Ale kot ani myślał się zatrzymać. Ciekawe, jak ma na imię. Przez ten swój pośpiech nie zdążył nas ani powitać, ani się w ogóle przedstawić!

A czy zwróciliście uwagę, że kolejny tutejszy mieszkaniec znowu nie jest koniem? Nie sądziłam, że to tak niełatwo spotkać w stajni prawdziwego konia!

:lol:

Jestem z siebie dumna :-D

IMG-20160507-00341
Standardowy

:-)

Następne pomieszczenie przeznaczone było na ekwipunek dla koni i jeźdźców. Pani Sylwia powiedziała, że jest to siodlarnia. Okazało się że, mimo takiej nazwy, nie tylko siodła tam były, ale również mnóstwo innych, niezwykłych przedmiotów o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Ogłowia i części zapasowe do nich – nachrapniki, wodze, wędzidła i naczółki. Czapraki i derki. Dodatkowe popręgi, puśliska, strzemiona. I rzeczy podobno codziennego użytku – kantary, uwiązy, lonże i szczotki. Z tych wszystkich nazw znałam jedynie wyraz szczotka. Aha, zapomniałabym o sprzęcie dla jeźdźca. Toczki i kaski. Sztylpy i oficerki. Palcaty.

Jestem pewna, że większości z was również obce są te wszystkie słowa. Mogę być z siebie dumna, ponieważ udało mi się aż tyle nowych nazw zapamiętać! Wy też mnie doceniacie, prawda?

Ale powróćmy do siodlarni. Panował tu idealny porządek. Jedne rzeczy stały lub leżały na podłodze, pedantycznie ułożone w szeregach, inne wisiały na hakach. Siodła umieszczone były na drewnianych, poprzecznych drągach. Toczki natomiast zaczepiono na drzwiach, zbitych z długich deseczek. Okazało się, że toczki to takie czarne czapeczki z daszkiem, zapinane pod brodą. Nosi się je w czasie jechania na plecach konia, aby ochronić głowę. Głowę jadącego oczywiście, a nie konia. Bo to jeździec może spaść ze swojego wierzchowca i się poobijać. Dzięki uprzejmości pani Sylwii przymierzyłam nawet jeden z toczków, ale był o wiele, wiele za duży. A do tego niezwykle ciężki. Powiem w sekrecie, że tak naprawdę to cała znalazłam się pod nim i w dodatku nie dałam rady przesunąć go ani o milimetr! Ze środka słyszałam tylko śmiechy moich przyjaciół. Mam nadzieję, że nie ze mnie. Szybko więc zrezygnowałam z moich kuszących planów noszenia jeździeckiego toczka. 

:lol:  

Wystawna uczta u koników :-D

110720_160030_001
Standardowy

:-)

Najpierw jednak zwiedziliśmy pomieszczenia puste, to znaczy takie bez koni. W paszarni sprawdziliśmy, czy prezenty od nas są dobrze rozlokowane. Tu zostałam wystawnie ugoszczona przez panią Sylwię. Kosztowałam gniecionego owsa, tutejszego sianka i trawki. Ponadto degustowałam coś zupełnie dla mnie nieznanego – wysłodki buraczane. Pycha! A na deser spożyłam smakowite muesli. Mniam, mniam… Tym sposobem dowiedzieliśmy się przy okazji, co smakuje konikom.

Ponieważ wszyscy poza mną tylko oglądali, ewentualnie wąchali ten wspaniały poczęstunek, i nikt nie chciał się nim raczyć, więc czułam się w obowiązku pojeść za wszystkich, żeby nie obrazić gospodyni. Uff.. Dobrze, że mnie Madzia niesie, bo chyba bym daleko nie dotarła, tak mam nieprawdopodobnie pełny brzuszek.

:roll:

Ciii… :-)

110720_160030_001
Standardowy

:-)

W budynku stajni było dosyć ciemno. Weszliśmy na paluszkach, bo pani Sylwia powiedziała, że akurat jest pora ogólnej drzemki i koniki sobie wypoczywają. Odważyłam się wyjść z transporterka i zwiedzałam niesiona na ramieniu przez Madzię. Dla pewności podtrzymywała mnie przez cały czas ręką, żebym się nie zsunęła.

Zaczęłam od pociągania nosem, bo jakiś zapach wydał mi się znajomy. Czyżby sianko? Sianko! Hura! Poczułam się jak u siebie w domu i natychmiast opuściły mnie wszelkie obawy. Zresztą na ramieniu Madzi byłam znacznie wyższa i dzięki temu stałam się niezwykle odważna, mimo że miałam już świadomość, jak bardzo duże zwierzęta za chwilę spotkam.

:lol:

BUBU to brzmi dumnie :-D

14947544_1031738316952289_3378078286319347978_n
Standardowy

Uwaga! Gadająca i pisząca wyjeżdżają jutro na wakacje :-) Czytajcie, proszę, ten odcinek pomalutku, żeby na dłużej starczyło, bo następny fragment dopiero po powrocie :-D Pozdrawiam Was Kochani — wakacyjnie :-D <3

:-)

Ale nie był to koniec dźwiękowych niespodzianek. Znowu mnie zaskoczył nieznany dźwięk. Ktoś głośno i bardzo, bardzo grubym głosem pokrzykiwał: „meee!!!, meee!!!”. No to już chyba końskie powitanie? Niestety, okazało się, że też nie. Z wyjaśnień pani Sylwii dowiedzieliśmy się, że tak witała nas kozia rodzina, niewidoczna, bo znajdująca się w swoim boksie w stajni. Aha. No ale gdzie są konie?!

rozdział VII

Nasi najwyżsi przyjaciele

 Nareszcie go zobaczyłam! Koń! Piękny rumak, większy niż kotki, psy a nawet owce. Powolutku, noga za nogą, spacerował sobie samotnie po trawie, w sporej odległości od owiec. Co jakiś czas uszczknął z godnością tu i tam ździebełko trawy. Ponieważ najwyraźniej smakują nam te same rzeczy, więc polubiłam go od pierwszego wejrzenia. Wspaniałą, gęstą, popielato-beżową grzywkę, nastroszoną nad czołem rozwiewał mu wiatr. Miał przepiękny, długi prawie do samej ziemi ogon w tym samym odcieniu. No teraz to rozumiem, dlaczego na jedno z uczesań Natalki mówi się „koński ogon”. Wygląda ono identycznie.

Sierść lśniła mu w słońcu różnymi odcieniami beżu. Najjaśniejsza, taka jak kawa z mlekiem, była na końcu pyska i wokół oczu. Miał zgrabne kopytka i długie, szczupłe nogi. Wprawdzie wydawało mi się na podstawie zdjęć, że powinny być znacznie dłuższe, ale wszyscy wiemy – fotografie nie zawsze dokładnie oddają rzeczywistość. Ten koń naprawdę bardzo mi się spodobał.

– Wspaniały wierzchowiec! – powiedziałam na głos ze szczerym zachwytem.

Coś nie mam dzisiaj szczęścia, bo znowu źle odgadłam. Nie rozumiem tylko, dlaczego Natalka z Madzią tak się uśmiały, że pomyliłam prawdziwego konia z malutkim kucykiem. Jeśli o mnie chodzi, uważam, że taka wielkość konikowi też w zupełności by wystarczyła. Mnie mój nowy znajomy nadal się podoba. Zwłaszcza że i nazywa się efektownie: Bubu Kuc Szetlandzki.

:lol:

 

Oj tam, każdy się może pomylić :-D

IMG-20160507-00336
Standardowy

:-)

Nagle za naszymi plecami, zupełnie nieoczekiwanie, rozległ się okropnie głośny, chrapliwy, zupełnie mi nieznany krzyk: „bee!, beee!, beee!!!”. Przyznam się, że aż podskoczyłam ze strachu. Pogratulowałam sobie pozostania w transporterku, bo w nim czułam się bardziej bezpiecznie niż na zewnątrz. Ale może niepotrzebnie się obawiam? Prawdopodobnie to konie tak nas powitały. Nie słyszałam przecież nigdy końskiego języka, a może on tak właśnie brzmi?

Odwróciłam się powolutku, zobaczyć, kto nas w ten sposób woła. Hm.. To nie konie jednak ujrzałam za nami, skubiące trawkę tuż przed budynkiem stajni. Konie widziałam przecież nie raz na zdjęciach i mniej więcej wiem, jak wyglądają. To były zwierzątka większe niż pieski i na pewno dużo grubsze. To znaczy nie jestem pewna czy grubsze, czy tylko sprawiające takie wrażenie dzięki olbrzymim futrom, które włożyły na siebie. Stroje te były beżowe, o mocno skręconym włosie i tak duże, że zwierzątkom ledwo wystawały spod nich sympatyczne, czarne, podłużne pyszczki i chude nóżki. Całkiem imponująco w takim stroju wyglądały. Mam tylko wątpliwości czy na pewno odziały się stosownie do pogody. Mamy przecież lato i nie czas na takie ciężkie ubranka! Ja bym się w nich porządnie zgrzała!

Natalka nazwała te miłe zwierzątka, o niemiłym, straszącym małe świnki głosie, owcami. Widzicie, miałam rację, że to nie konie!

:lol:

Wyjaśnia się tajemnica prezentu :-)

IMG-20160507-00336
Standardowy

:-)

Ach… Pani Sylwia… – to dopiero śliczna dziewczyna! Nie sądzę, bym należycie potrafiła opisać ją oraz wrażenie, jakie na mnie zrobiła. Być może za mało mam talentu. Chociaż tak nie powinnam mówić, bo talent zawsze był moją mocną stroną. Ale wróćmy do pani Sylwii. Powiem tylko, że mnie od razu skojarzyła się z leśną nimfą. Delikatną, zwiewną, radosną, żyjącą w świecie fauny i flory. Zupełnie taką, jaką sobie wyobraziłam, gdy kiedyś razem z Natalką po raz kolejny czytałyśmy mity greckie. Z pewnością zgodziłabym się, by została moją serdeczną przyjaciółką, taką jak Monika. Mimo że nie jest świnką!

Ale wróćmy do podarunku od Troka. Okazało się, że jest to piękna, kolorowa, gumowa… piłka! Zawsze myślałam, że piłki są okrągłe. Czemu ta jest taka bezkształtna? I dlaczego ją wybrał na prezent dla nas? Moją ciekawość szybko zaspokoiła pani Sylwia, wyjaśniając, że Trok wyjątkowo uwielbia te właśnie zabawki i skoro nam jedną podarował, to znaczy, że nas lubi. Jednak według niego piłki akurat wcale nie powinny być okrągłe, bo wtedy piesek wcale nie może ich chwycić zębami i przenieść! A do tego złośliwie uciekają przed nim. Dlatego każdą napotkaną piłkę od razu stara się naprawić – spłaszcza je, wykorzystując do tego własne ostre pazurki i olbrzymie ząbki. I najczęściej mu się udaje. Podobno ma już spory zapas takich naprawionych piłek. Na pewno jest z niego bardzo dumny.

W czasie, gdy my, czyli wszystkie panie, debatowałyśmy nad przydatnością piłki okrągłej i piłki spłaszczonej, wujek Piotr zaniósł wszystkie torby z prezentami dla koników, a było ich sporo, gdyż razem z ciocią też swoje przywieźli, do paszarni. Dopytałam i wiem,że paszarnia tak się nazywa, ponieważ w niej przechowuje się paszę, czyli jedzenie dla zwierząt ze stajni. Przysmaki też. Zapomniałam tylko zapytać, czy Trok, Hera i Brydzia też mają tam własną półkę.

:lol:

Co przyniósł Trok? Odgadliście? :-D

IMG-20160507-00341
Standardowy

:-)

Bardzo nam było miło spotkać tyle nowych przyjaciółek. Ale zaczęłam się rozglądać za Trokiem. Natalka to nawet zawołała głośno:

– Troku! Troczku! Gdzie jesteś piesku? Troku!!! Przyjdź do nas szybciutko!

I zagwizdała, po cichutku, bo zupełnie nie potrafi tego robić. No to właściwie po co gwizdała? Nie wiem, czy to ma jakiś związek, ale jak tylko przestała, pojawił się Trok we własnej okazałej postaci. On był największy ze wszystkich piesków, może dlatego, że to chłopiec. Potwierdzam – jest wysoki, więc to bez żadnej wątpliwości wyżeł. Ja go od razu rozpoznałam, bo był taki sam jak na zdjęciu. Przyszedł tak późno, bo przyniósł nam powitalny upominek. Pewnie musiał go szukać przez chwilę. A może udał się prosto do swojej tajemnej kryjówki na prezenty dla gości? To przecież też zabiera trochę czasu. Jak było naprawdę, tego nie potrafię wam powiedzieć, bo sama nie wiem.

Początkowo nie zorientowaliśmy się zupełnie, co on trzyma w zębach. Ciekawe, czy wy potrafilibyście zgadnąć. No to spróbujcie – gumowe, w tęczowych kolorach, bezkształtne. Wiecie już? My też długo nie wiedzieliśmy, dopiero wszystko wyjaśniła pani Sylwia, która nadeszła razem z Trokiem.

:lol:

Mnóstwo machania :-D

IMG-20160507-00342
Standardowy

:-)

Do Krzewienia zajechaliśmy w świetnych humorach. Wujek ostrożnie zaparkował, bo na powitanie nas wybiegły dwa pieski i trzeba było uważać, żeby się z nimi nie zderzyć. Jeden był wielkości Miśka, a drugi trzech Miśków. Oba kudłate, z puszystą sierścią w podobnych kolorach. Zauważyłam tam różne odcienie brązu, beżu i szarości. Te futerka bardzo szykownie na pieskach wyglądały. Na końcu tych miłych zwierzątek znajdowały się ogonki, podobnie zresztą jak to jest u kotków, tylko że te machały jak szalone. Czy to bezpieczne? Czy się pieskom nie oderwą? Nie wiem, bo kotki nie mają zwyczaju szalonego machania, więc nigdy nie widziałam takiej czynności. Ciocia Ala, która już te pieski zna od dawna, powiedziała, że to wcale nie pieski, tylko suczki, czyli pieski-dziewczynki. Ta mniejsza to mama o dumnym imieniu Hera, jakie nosi też bardzo ważna bogini znana mi z mitów greckich, a duża jest jej córką i, według mnie, ma niemniej szlachetne imię – Brydzia. Muszę przyznać, że dorodna ta Brydzia. Mamę co najmniej dwukrotnie przerosła. Zdecydowanie udała się mamusi ta córunia!

Za nimi, równie radośnie, podążał ku nam trzeci bardzo sympatyczny piesek. Był głównie biały, z kilkoma dużymi, złoto-beżowo-grafitowymi łatami. Równie niebezpiecznie machał ogonem, ale uśmiechał się przy tym szeroko wszystkimi zębami, więc raczej nie obawiał się oderwania ogonka. Czyli nie jest to niebezpieczne. Całe szczęście. Ten piesek to także dziewczynka! Ma ona na imię Łata. Uważam, że takie miano niezwykle do niej pasuje. Ją też ciocia znała już wcześniej i dlatego od razu mogła nam przedstawić.

:lol:

Krzewić miłość… :-)

110720_160030_001
Standardowy

:-)

Gdy wszyscy byli już gotowi do drogi, wujek zajął miejsce za kierownicą, by ciocia mogła bez przeszkód z nami rozmawiać w czasie podróży. Myślę, że to był świetny pomysł, gdyż obie z Natalką jesteśmy z natury nieśmiałe i może nie odważyłybyśmy się tak od razu swobodnie rozmawiać z nowym wujkiem. Mogłaby zapaść krępująca cisza. Chociaż niekoniecznie, bo Madzia jest przecież dorosła i na pewno umiałaby podtrzymywać konwersację. Niemniej dobrze się stało, że to ciocię wytypowano do rozmowy z nami. Siedziała z przodu, obok wujka, i było jej trochę niewygodnie wykręcać szyję, aby odwrócić się do nas, ale dzielnie to znosiła.

W czasie drogi poruszyłyśmy całe mnóstwo interesujących tematów. Na przykład zastanawialiśmy się wszyscy, skąd się wzięła nazwa stajni, Krzewień, i co ona oznacza. Najlepsze wytłumaczenie znalazła ciocia Ala. Powiedziała, że Krzewień na pewno pochodzi od słowa krzewić, czyli coś rozpowszechniać, szerzyć, rozprzestrzeniać. A przecież pani Sylwia poprzez swoją stajnię krzewi miłość do zwierząt. I to do wszystkich zwierząt bez wyjątku. Do świnek i kotków też. Całkowicie się zgadzam z takim wytłumaczeniem! A nasza ciocia jest bardzo mądra.

:lol:

I… w drogę! :-)

110720_160030_001
Standardowy

Cierpliwie czekamy zatem we trzy na ciocię. Mamy świetne humory, chichoczemy bez przerwy, wymieniając się przy tym pomysłami, jak miło spędzić ten pasjonujący dzień. Pomyślałyśmy także o powitalnych prezentach. Madzia wyrwała wszystkie marchewki ze swojego warzywnika i spakowała do dużej torby. Były tak ciężkie, że razem z Kajtkiem z trudem je przydźwigali. Ja z Natalką kupiłyśmy dla koników duży worek jabłek. Pękate pakunki z marchewkami i jabłkami leżą teraz na chodniku obok nas i też czekają na ciocię.

Ciocia wnet podjechała i zaparkowała sprytnie tuż obok nas. Nie była sama, gdyż razem z nami na wycieczkę wybrał się wujek Piotr. Tego wujka dotąd w ogóle nie znałam. Okazało się, że to bardzo wytworny i szarmancki pan. Pewnie dlatego, że jest mężem cioci Ali. 

Wujek elegancko nam się przedstawił i z każdą osobno przywitał. Ciocia zaś została sprawiedliwie wyściskana przez obie dziewczyny, ja natomiast na powitanie pozwoliłam się jej pogłaskać.

Wujek okazał się również niezwykle rezolutny, gdyż w lot się domyślił, że nasze owocowo-warzywne prezenty są bardzo ciężkie, i że z pewnością jadą z nami. Uznał więc należałoby pomóc wnieść je do samochodu. Tak też uczynił – sam zapakował wszystko, łącznie z piknikowym koszem przygotowanym przez mamę, do bagażnika. Potem pomógł dziewczynom zapiąć pasy. Zadbał także o moje bezpieczeństwo, przypominając mój transporterek specjalną przedłużką do pasa Natalki.

Wybieramy się do koników :-)

110720_160030_001
Standardowy

:-)

Słuchajcie, słuchajcie!!! Sytuacja nadzwyczajna! Będę zdawała relację na żywo! Właśnie jadę do stajni Krzewień!

Cieszę się niezmiernie, że nareszcie odbywa się ta wycieczka. Natalka już mi dawno obiecała, ale jakoś nie było okazji. No i nie miałyśmy czym dojechać. Przypominam, że nikt z nas nie posiada samochodu, a mnie jazda autobusem zupełnie nie odpowiada. Niezawodna jak zawsze okazała się ciocia Ala. Zdecydowała, że poświęci swój wolny dzień, by zawieźć wszystkich chętnych spośród nas w odwiedziny do zaprzyjaźnionych koni.

Dzień ten nadszedł właśnie dzisiaj, więc jedziemy do stajni Krzewień.

Ja, Natalka oraz Madzia, przyjaciółka Kajtka i nasza, o której wam kiedyś opowiadałam, spotkałyśmy się w południe przed naszym blokiem. Skład wycieczkowej ekipy został ustalony po długich dyskusjach, bo chętnych na wyjazd było dużo. Tylko koty nie brały w nich udziału. Chłopaki od razu oświadczyły, że nigdzie nie pojadą, i że w ogóle nie lubią koni. Hm…

:lol:

Tata wreszcie zarządził! :-D

IMG-20141019-00056
Standardowy

:-)

Stanął przyczajony przy ścianie salonu, obok framugi drzwi do przedpokoju i czekał. Wprawdzie czas bardzo mu się dłużył, bo Rudzik wyjątkowo zwlekał z powrotem z łazienki, ale dzielnie trwał w bezruchu. A Rudy zwlekał, bo akurat w kuwetce wpadł na pewien pomysł i musiał go w spokoju przemyśleć.

Postanowił odwzajemnić się koledze za jego dowcipy. Nadarzyła się okazja, bo wszyscy nadal spali i w całym domu panowała cisza. Pomyślał, że zakradnie się po cichutku do pokoju i znienacka krzyknie do Miśka głośne „bu!!!”. A może „auu!” lub „aaa!!!”. Nad tym myślał najdłużej. Zdecydował, że będzie to „aaa!!!”, bo brzmi najgłośniej i kolegę najlepiej przestraszy. Wyszedł więc z łazienki najciszej jak potrafił i bezszelestnie zaczął skradać się w kierunku salonu. Szedł wzdłuż tej samej ściany przy której zaczaił się Miśko. Gdy był już blisko framugi drzwi, Misiaczkowi, który nadal go nie słyszał, znudziło mu się już stanie w bezruchu i zdecydował zajrzeć do przedpokoju, by ustalić, co się stało z jego kolegą. Głowę zaczął wychylać zza futryny ostrożnie, ale zrobił to w tej samej chwili w której Rudzik wystawiał swój łebek przez drzwi, by zobaczyć, gdzie znajduje się Miśko. Już nawet buzię miał otwartą do zakrzyknięcia swojego „aaa!!!”!

Tego, co się wydarzyło w ułamku sekundy, doprawdy nie da się opisać! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak obaj nawzajem się wystraszyli, gdy ich główki niespodziewanie znalazły się bliziutko siebie, a nawet nieomal się zderzyły. Tego żaden się nie spodziewał. Nie tylko Rudzik krzyknął swoje „aaa!!!”, bo także milczący Miśko zakrzyknął wielkim głosem. Co dokładnie, nie wiadomo, bo krzyki się zmieszały. Za to obaj zgodnie podskoczyli najwyżej jak potrafili, odepchnęli się łapkami od siebie i w ogromnym popłochu, wrzeszcząc, popędzili, każdy w swoją stronę.

Krzyki i tupoty obudziły całą rodzinę, która przybiegła ratować kotki, choć zupełnie nie wiedziała przed czym. A więc porządnie wystraszyli tymi dowcipami nie tylko siebie nawzajem, ale nas wszystkich. Gdy sprawę wyjaśniono i w końcu się uspokoiliśmy, tata zdecydowanie i nieodwołalnie zarządził koniec robienia komukolwiek nieśmiesznych żartów. Nareszcie…

:lol:

Miśko wymyśla kolejny psikus :-)

12068447_926368227443726_2544877750324641599_o
Standardowy

:-)

Jeśli chodzi o robienie kawałów, to w tym zdecydowanie przoduje Miśko, bo Rudzik jest zbyt poczciwy. Pamiętacie, jak zaraz na początku ich znajomości został wepchnięty do mokrej wanny? No właśnie.

Pewnego razu Miśko znów postanowił nabrać Rudzika, ale akurat dokładnie to samo wymyślił Rudzik dla Miśka. A było to tak…

Miśko spał w pokoju mamy. To była niedziela, więc nikt nigdzie się nie spieszył i można było dłużej pospać. Misiaczek obudził się pierwszy, przed wszystkimi domownikami. Najpierw zaczął na swojej poduszce rozprostowywać plecki i każdą łapkę z osobna, potem uformował siebie na chwilkę w wielką, stojącą podkowę i już był gotów do działania. Na paluszkach poszedł do kuchni, połknął kilka ziarenek karmy i popił wodą. Następnie skorzystał z kuwety. Po tym wszystkim obejrzał dokładnie swoje futerko, upewniając się, że na pewno jest czyste i dostojnie krocząc, ruszył na obchód mieszkania.

Zajrzał do Natalki, sprawdzając, czy Rudzik jeszcze drzemie. Ale ten zwykle sypia czujnie, więc i teraz, usłyszawszy kolegę, od razu się przebudził. Zaczął taką samą poranną gimnastykę, jak Miśko, a potem tą samą trasą podążył do kuchni i łazienki. Te wszystkie czynności to codzienny koci rytuał, więc sprytny Misiaczek dobrze wiedział, że za chwilę Rudzik wyjdzie z łazienki i też uda się na obchód mieszkania. Wymyślił zatem, że zrobi kolejny kawał, polegający na wyskoczeniu znienacka zza drzwi i wystraszeniu kolegi.

:lol:

Co za niepoczciwa zmowa kotków! ;-)

11157573_843872495693300_9165570924349059344_o
Standardowy

:-)

Jednak nie tylko mama robi wszystkim dowcipy. Zdarza się, że nam, to znaczy mnie i kotkom, również udają się różne psikusy. Właściwie to tylko kotkom, gdyż ja jestem zbyt poważna na robienie kawałów. Za to bardzo często padam ich ofiarą.

Pewnego dnia po przebudzeniu zorientowałam się, że na moim podwórku jest jeszcze ciemno, a więc to całkowicie niewłaściwa pora na wstawanie. Czemu się tak zerwałam, pomyślałam, skoro dopiero środek nocy? Poprawiłam wobec tego sianko pod głową, przekręciłam się z lewego boku na prawy i spokojnie usnęłam. Gdy po pewnym czasie od leżenia rozbolała mnie cała prawa strona, a nóżki zdrętwiały, obudziłam się i porządnie przeciągnęłam. Czas wstawać! Brzuszek też mi podpowiadał, że już pora na śniadanko. Spojrzałam ku wyjściu z mojego domku – ciemno. Może nawet bardziej, niż przedtem. Jak to możliwe? Czy to faktycznie jeszcze nie pora na wstawanie i schrupanie kilku smakołyków? Czyżby mój brzuszek się mylił? To zdarzyłoby się po raz pierwszy. Postanowiłam sprawdzić, co się dzieje. Czemu noc tak długo dziś trwa? Ostrożnie, na paluszkach, podeszłam do okienka i z niepokojem wyjrzałam przez nie lewym okiem. No niemożliwe! Nie wierzyłam w to, co ujrzałam! Przeczłapałam zatem do wyjścia i wystawiłam głowę na podwórko. A więc dobrze przed chwilą widziałam i wcale mi się nie wydawało, że cały sufit mojego ogrodzenia pokrywa szare futerko. Dostrzegłam ponadto, że zwisają z niego cztery komplety szarych pazurków. Natomiast boczną część ogrodzenia, tę nieosłoniętą przez ścianę i szafę, pokrywa futerko rude. Oba te futerka całkowicie zasłaniają dzienne światło wpadające przez okno, dlatego na podwórku mam tak ciemno, choć dzień już dawno wstał!

Pewnie już zgadliście, że to nasze kotki zmówiły się i zrobiły mi takiego psikusa!

:lol:

Oj mamo, mamo… :-)

cropped-110720_160030_0011.jpg
Standardowy

:-)

Chociaż… nie wiem, czy jednak nie wolałabym dziwacznego kapelusza od psikusa, którego mama zrobiła mi.

Pewnego popołudnia dowiedziałam się od niej, że ze mnie blogerka, jak z kozy baletnica. W życiu się tak nie zdziwiłam! O co chodzi mamie? Cóż to za porównanie?! Czy powinnam się czuć się urażona? Bo może być nazwaną blogerką to obraźliwe? Na pewno Natalka mi wszystko wyjaśni. A już doprawdy nie rozumiem, co ma koza do baletu? Znacie osobiście jakąś kozę? Ja nie. Czy istnieje koza pragnąca zostać baletnicą? No tego nie wiem. Być może… Natomiast ja wcale nie chciałam zostać żadną blogerką!

Okazało się, że kilka dni temu mama wplątała mnie w jakiś plebiscyt blogowy, bo uznała, że moje opowiastki dla was to blog właśnie. A pomyślała tak, bo sama, bez mojej wiedzy i zgody, umieszczała je systematycznie w Internecie. A przecież ja tylko opowiadałam o sobie, swojej rodzinie i przyjaciołach! Niesłusznie mama postąpiła. Najśmieszniej było wieczorem, gdy wrócił tata. To mamę nazwał kozą czy też baletnicą, dokładnie nie usłyszałam, bo nie dość, że zgłosiła mnie do konkursu, nikogo nie pytając, to w dodatku do niewłaściwej kategorii. Oj mamo… 

:lol:

Nieśmieszne dowcipy :-/

IMG-20140730-00030
Standardowy

:-)

Nasza mama Dorotka jest bardzo kochana. Opiekuje się nami, karmi smakołykami, dba o nasze zdrowie i naszą elegancję. Szczotkuje, robi nam manicure i pedicure. Cały dom ma na głowie (hi hi…), jak mówi tata. Ale… czasami wydaje mi się, że duchem jest najmłodsza z nas. Młodsza nawet od Rudzika. Ma olbrzymią fantazję i ciągle trzymają jej się żarty. Polega to na tym, że przez cały czas wymyśla jakieś kawały, które każdemu robi. Czasem śmieszne, a czasem śmieszne tylko według niej. Pamiętacie może, jak mnie wystraszyła za pomocą Dyni, pluszowego psa Natalki? No, to wiecie, co mam na myśli.

Ostatnio zrobiła psikusa Rudzikowi. On mieszka z nami najkrócej, więc jeszcze wielu rzeczy nie wie i przeróżnych zakamarków dotąd nie poznał. Ogląda zatem wszystko intensywnie, wszędzie go pełno i ciągle gdzieś wsadza lub skądś wystawia łepek, podobnie jak to zrobił z torebką cioci i z tunelem. Natomiast do każdego wolno stojącego buta wkłada nogi. Wszystkie cztery do jednego! I zawsze, bez wyjątku, starannie wącha przedmioty, miejsca, ludzi. Z bardzo bliska. Ciekawe dlaczego? Mieliśmy przypuszczenia, że źle widzi. Może być na przykład krótkowidzem. Ale chyba nie jest, bo przecież nawet najmniejszą lecącą muszkę widzi z daleka!

– Gdzie znowu pchasz tę purchawę? – zagaduje mama kotka, gdy ten zaczyna swoje obwąchiwanie.

Mówiąc purchawa ma na myśl nos Rudzika. I za każdym razem najwyraźniej bardzo ją bawi to określenie, bo chichocze cichutko. Zupełnie nie wiem, dlaczego nos Rudzika to według mamy purchawa. O ile wiem purchawka to taki grzyb. Co ma koci nos do grzyba? Muszę poważnie o tym z mamą porozmawiać i dopytać o szczegóły.

Ale wróćmy do psikusa, o którym chciałam wam opowiedzieć. Otóż, Rudzik wiedziony ciekawością, wskoczył na fotel i wyciągnął szyję w kierunku żółtej, plastikowej miseczki, którą mama miała na kolanach, bo wyjadała z niej orzeszki. Chyba chciał zobaczyć, co w tym naczynku tak grzechocze. Mama najpierw się śmiała, mówiąc że kotek znowu purchawi (jak rozumiem tym razem też miała na myśli wąchanie), a potem, gdy połknęła ostatniego orzeszka, odwróciła znienacka miseczkę i… założyła Rudzikowi na głowę. Naczynko było półprzezroczyste, więc doskonale widziałam jego przypłaszczone, okrągłe czółko i wtłoczone do środka, ściśnięte uszka.

Mama zawołała:

– Rudzik w kapeluszu, Rudzik w kapeluszu! – i zaśmiała się głośno.

Kotkowi zaś wcale nie było do śmiechu. Zeskoczył z fotela w panice, i tak energicznie potrząsał głową, aż miseczka zsunęła się na podłogę. Potem obrażony uciekł do pokoju Natalki i długo stamtąd nie wychodził. Bardzo mu współczułam, bo to przecież nieprzyjemnie mieć naczynie na głowie. Ja na przykład bym nie chciała. Uważam, że wcale to nie było śmieszne. Zresztą nikogo to nie rozbawiło. Poza mamą.

:lol:

Wybawiliśmy się za wszystkie czasy… :-D

IMG_20170703_165945
Standardowy

:-)

Domyślacie się więc, że zabawy wędką i tunelem to główne atrakcje wizyty cioci. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak ona sprytnie połączyła obie te kocie rozrywki! Tym sposobem trafiła idealnie w gust Rudzika i na zawsze zdobyła jego ogromną sympatię. Zaraz wam opowiem, na czym polegała ta kombinacja.

Otóż, kiedy tylko Rudzik stanął u wejścia do tunelu, ciocia z przeciwnej strony wsuwała pierzastą wędkę tak głęboko, by kotek miał ją tuż przed pyszczkiem. On natychmiast próbował pochwycić piórka, ale te szybko mu umykały, bo wędka była wysuwana, zanim zdążył ją pochwycić. Rudzik pędził za nią ile sił, przebiegając przez cały tunel i ślizgając się razem z nim po podłodze. Innym razem kotek przebiegał całą szeleszczącą rurę, bo widział już z daleka chwiejące się piórka po drugiej stronie. Albo pół rury, gdy wędka pojawiała się znienacka na środku, w sufitowym lub ściennym otworze. Za każdym razem słychać było głośny tupot łapek Rudzika, skrzypienie tunelowych obręczy i szum przesuwającego się materiału. Kotkowi raz udawało się upolować piórka, raz nie, ale na pewno udało mu się w czasie tej wesołej zabawy przejechać w rurze-tunelu przez cały salon! Radości przy tych figlach mieliśmy co niemiara. Moim zdaniem tego dnia najlepiej bawiła się roześmiana ciocia Ania i oczywiście Rudzik, a najgorzej Miśko, który siedział na drapaku, przez cały czas na swojej ulubionej środkowej półeczce i uważnie obserwował wszystko z daleka. Do zabawy w ogóle się nie przyłączył.

Po tej wyczerpującej rozrywce ciocia przez pewien czas odpoczywała przy filiżance aromatycznej herbaty w trakcie pogawędki z mamą i Natalką. Wyjątkowo zmęczony okazał się Rudzik, który musiał porządnie wypocząć. W tym celu ukrył się tak chytrze, że odnaleźliśmy go dopiero pod koniec wizyty. Spał jak suseł, brzuszkiem do góry, z uniesionymi łapkami w… torebce cioci Ani. Ale ona wcale nie wyglądała na zagniewaną, przeciwnie, uśmiała się serdecznie. I obiecała, że niedługo znowu nas odwiedzi. Ciocia po prostu bardzo nas lubi – wszystkich, nie tylko Rudzika.

:lol:   

Rude jest piękne – rudzi, czołgiści, kierowcy i kukułki :-D

IMG-20150130-00125
Standardowy

:-)

Tym razem zapoznanie się z Rudzikiem odbyło się bez przeszkód. Dał się pogłaskać i grzecznie wysłuchał wszystkich pochwał na swój temat. Najwięcej dotyczyło koloru futerka. Zgadzam się – rude jest piękne. Wiem o tym chyba najlepiej, bo sama takie futro noszę. No, może nie całe rude, ale zawsze.

Korzystając z zamieszania podczas powitań, Rudzik po cichutku przebrał się za Kota w butach, korzystając z pantofelków cioci, które pozostawiła bez opieki w przedpokoju. Natalka wyjęła go szybko z tych butów, by nasz gość się nie zdenerwował, i zabrała do salonu. Tam mama rozkładała właśnie tunel dla kotków. 

Tunel to taka długa rura z bardzo szeleszczącego materiału. Zszyta jest z białych i zielonych pasów, a usztywniona dużymi obręczami. Na co dzień koci tunel złożony jest w harmonijkę i spoczywa w pudle z naszymi zabawkami. W takim niebieskim w białe kropeczki. Bo wędki to akurat chowa się w innym, takim beżowym, wysokim, podobnym do beczki. Ja dokładnie wiem, co jest w każdym pudle, bo pomagałam Natalce wszystko w nich układać. Na szczęście chłopaki nie garnęły się do pomocy, więc nie wiedzą o zapasie wędek. Całe szczęście, bo od razu wszystkie by poogryzały!

Ale wracając do tunelu – dzięki obręczom po rozłożeniu nabiera on ładnego podłużnego kształtu. Jak dla mnie to on jest trochę za długi i za wysoki, ale dla kotów w sam raz. Wprawdzie raz udało mi się przezeń przejść, ale bardzo się zasapałam. Na szczęście w środku jest przyjemnie, bo bardzo widno, gdyż światło prześwituje przez tkaninę, z którego tunel jest zrobiony. A, zapomniałabym, w jednym z białych pasów jest duży okrągły otwór, przez który dodatkowo wpada światło. Otwór za każdym razem zmienia położenie, raz odgrywa okienko w suficie, a innym razem bramę w ścianie. To zależy od tego, jak Natalka albo mama położą tunel na podłodze. Przez ten otwór co pewien czas wystaje kocia głowa, raz ruda, raz szara, rozgląda się przez chwilę i znika w środku. Razem z Natalką zawsze czekamy na takie pojawienie się głowy, bo śmiesznie to wygląda. Komentujemy wtedy, co nam to przypomina – Rudy wystający górą z rury wygląda jakby jechał kabrioletem albo czołgiem, a Miśko wyrastający ze ściany, a potem chowający się przypomina nam kukułkę wyskakującą z zegara. Za każdym razem głośno się z tych głów śmiejemy. Na szczęście kotki nie wiedzą, dlaczego tak nam wesoło, bo mogłyby się obrazić. Ale chyba nawet nie słyszą, że chichoczemy, ponieważ w czasie zabawy w tunelu zupełnie nie zwracają na nas uwagi.

:lol:  

 

Królowa Ania i jej berło :-)

IMG-20161104-00489
Standardowy

:-)

Otóż ciocia Ania przyszła świetnie przygotowana na spotkanie z kotkami. Miała na sobie spodnie, a pod nimi rajstopy, które określiła „kotkowymi”. Bardzo byłam ciekawa, jakie to są te kotkowe rajstopy, więc podeszłam bardzo blisko, by się przypatrzeć. Wyglądały zupełnie normalnie, a nawet były takie same, jak te cioci Gosi, które się podarły. Szybko się wyjaśniło, że wprawdzie są takie same, ale przeznaczone zostały specjalnie do zabaw z kotami, nie do eleganckiego noszenia i nikt się nie zmartwi, ani nie zdenerwuje, gdy zostaną uszkodzone.

Natomiast według mamy świetne przygotowanie cioci Ani polegało na tym, że przyszła wyposażona w kocią wędkę. Opisywałam wam kiedyś szalone skoki i gonitwę Miśka za kolorowymi piórkami na patyku. Otóż podobne upodobania ma Rudzik. Wystarczy więc, że ktoś, choć na chwileczkę, weźmie do ręki taki kijek z pióropuszem na końcu, to obaj rzucają wszystkie zajęcia i łomocząc piętami (czy oni właściwie mają pięty?) pędzą na wyścigi, by móc urwać chociaż jedno pióreczko! Najdziwniejsze, że choćby byli w innym pokoju, nawet za zamkniętymi drzwiami, zawsze usłyszą podnoszenie takiego patyczka. Jak oni to robią?!

Nic dziwnego zatem, że ciocia, uzbrojona w ulubioną kocią zabawkę, została przez chłopców powitana niczym królowa. 

:lol:

A ile wy macie koleżanek? :-D

DSC_9829
Standardowy

:-)

Ciocia Ania natomiast, jak już przyszła do Rudzika, to do Rudzika. Miśko, owszem, przywitał ją uprzejmie, ale potem nie przeszkadzał w zapoznawaniu się cioci z nowym kotkiem. Usiadł na na środkowej półce drapaka (na najwyższą, tę okrągłą, nazwaną przez nas bocianim gniazdem, nie lubi wchodzić) i stamtąd miał oko na wszystko i wszystkich.

Ciocia Ania to również jest koleżanka mamy z pracy, bo jak się okazało, mama pracuje aż z czterdziestoma siedmioma koleżankami! Wyobrażacie sobie tyle koleżanek z pracy?! Ja przeliczyłam wszystkie swoje znajome, z pomocą Natalki oczywiście, i nie mam ich aż tylu, choć wliczałyśmy także klaczki, które znam tylko ze zdjęć lub opowieści! Za to kolegów mamusia ma w pracy tylko pięciu. No, kolegów to ja znam znacznie więcej! Znacznie! Przypomnijcie sobie jak dużo samych koni wam przedtem wyliczyłam. A pies Trok? Też chłopak. A Bum, kotek pani Ilony? I przyjaciele Kasi i Emilki, czyli świnki-koledzy, którzy mnie kiedyś odwiedzili? Tak dawno, że możecie o nich nie wiedzieć. Ale o wszystkich kiedyś opowiadałam.

Wracając do cioci Ani – ona bywa u nas najczęściej, więc zupełnie nie wiem, jak to się stało, że dotąd o niej nie wspomniałam. Na pewno poświęcę jej obszerną opowieść, ale nie w tej chwili, bo teraz chciałabym opisać chociaż jedno spotkanie z Rudzikiem, które naprawdę  się udało.

Cdn.  :lol:

Kiełbaski w pantofelkach??? :-D

IMG-20140907-00052
Standardowy

:-)

Jak wspomniałam, pewnego dnia ciocia Gosia przyszła poznać Rudzika. Mama otworzyła jej drzwi, a ona powiedziała wszystkim dzień dobry już w progu, bo ciocia jest grzeczna i umie się kulturalnie zachować. I wtedy stało się coś doprawdy niewiarygodnego! Nasz Miśko, który jest bardzo spokojnym kotem, takim dystyngowanym i wyniosłym (pan weterynarz z tego powodu nazywa go nawet brytyjskim lordem), który nigdy nie był wylewny, a gości raczej omijał i oglądał z daleka a nawet zza firanki, podbiegł krokiem sprintera do cioci i zaczął kręcić się wokół jej nóg tak, że w ogóle nie mogła zejść z progu! Gdy się to jej wreszcie udało, dalej już nie mogła się ruszyć, bo Miśko przytulał się do jej łydek, ocierał, trykał łebkiem jak baranek, mruczał, obejmował łapkami. Co mu się stało?! Przyznam, że byłam w szoku. Nie mniej zdziwione były mama i Natalka. A Rudzik to w ogóle uciekł. Ale heca! W końcu mama wzięła Miśka na ręce, uwalniając od jego wylewności naszego gościa. Zastanawiałyśmy się, ja, mama i Natalka, czy ciocia przypadkiem nie podłożyła pod stopy plasterków kiełbaski albo czegoś równie apetycznego dla kotków. Wprawdzie wtedy zniszczyłyby się jej piękne pantofelki, ale kto wie, może miała taki pomysł. Mama nawet zapytała ją o to, lecz okazało się, że nic takiego nigdy cioci przez myśl nie przeszło. Jaka zatem była przyczyna niezwykłego zachowania kotka? Niestety, nigdy nie rozwiązałyśmy tej zagadki i dotąd nie wiadomo, czym tego dnia ciocia Gosia tak zachwyciła Miśka. Było to tak niezwykłe, że sprawa zapoznania się z Rudzikiem w ogóle zeszła na drugi plan.

:lol:

Czy znacie ciocię Gosię? :-D

IMG-20140730-00030
Standardowy

:-)

Zupełnie inaczej było z wizytą cioci Gosi. Ona wiedziała, że od pewnego czasu jest nas troje. Przyszła zobaczyć Rudzika, ale cała jej uwaga skoncentrowała się na kimś innym.

Ciocia Gosia to koleżanka mamy. Jest wysoka, szczupła i ma piękne, kręcone, ciemne, krótko przycięte włosy. Mamie bardzo podobają się jej loki i często o nich mówi. Pewnie dlatego, że sama ma proste i w byle jakim kolorze. Ciocia Gosia zawsze kroczy dumnie wyprostowana i z wielką godnością. Nigdy nie widziałam jej w spodniach. Jej znak rozpoznawczy to spódniczka, zazwyczaj ołówkowa (hi hi… mama tak powiedziała. Wiecie jaka to? Podpowiem tylko, że wcale nie została zrobiona z ołówka!), rajstopki i pantofelki. Jak tylko ją poznałam, zaraz pomyślałam, że przychodzenie w rajstopkach z wizytą do kotków, to nie jest dobry pomysł. I miałam rację! Po pierwszym spotkaniu biedna ciocia wyszła z jedną dziurą wielkości plastra ogórka na lewej łydce i trzema o zaskakującym kształcie ziaren kukurydzy na prawej. Ale trudno utrzymać elegancję w ekstremalnych warunkach, prawda? Mama, ciocia Ala i ciocia Gosia znają się od dwudziestu lat, bo razem pracują. Ja bardzo lubię każdą ciocię, ale okazało się, że tę ktoś lubi bardziej niż ja.

:-D

Brawo Wy!!! Dziękujemy! :-D

Standardowy

:-D

Moi Kochani :-D Radomski Plebiscyt Blogowy już się skończył. Finiszowałam na DRUGIM MIEJSCU w plebiscycie publiczności!!! A blogów wystartowało pięćdziesiąt. Hura! Chciałam powiedzieć „brawo ja”, ale przecież to BRAWO WY!!! <3 <3 <3 Dzięki Waszym głosom zdobyłam takie zaszczytne miejsce :-D Kocham Was całym moim świnkowym serduszkiem!!! <3 :-D Dziękuję, dziękuję, dziękuję :-D Nie mogę wprawdzie sfotografować się z żadną statuetką, bo była tylko jedna, dla zwycięzcy, ale zyskałam coś więcej – teraz mam pewność, że nadal powinnam snuć swoje opowieści, bo Wy mnie kochacie :-D Puchnę z dumy. Miśko mi podpowiada, żebym nie przesadzała z tym puchnięciem, bo polecę jak ciotka Harry’ego Pottera. Nie mam pojęcia, co ma na myśli, bo wśród znajomych nie mamy żadnego Harry’ego. A może Wy zrozumieliście co on mówi? A tam – ja puchnę z dumy dalej :-D Przytulam Każdego do swojego serduszka z wdzięczności i… cdn. ;-)

:-D 

No co ten dziadek dziś wyprawia?! :-)

IMG-20161104-00489
Standardowy

:-)

Tak jak wspomniałam, byliśmy sami w domu. Miśko spał na dywanie w dużym pokoju, a ja pilnowałam Rudzika, by niczego w domu nie zniszczył. Od czasu zrzucenia lampy naprawdę stara się być grzecznym i podobna nieprzyjemna sytuacja już się nie powtórzyła, niemniej ma tyle energii, że lepiej uważać za niego. Tak sądzę, więc zawsze nad nim czuwam. Oczywiście jeśli akurat sobie nie wypoczywam.

Wszystko zaczęło się od brzęczenia kluczy tuż za drzwiami naszego mieszkania. Potem zachrobotało w zamku. Czyżby ktoś zapomniał czegoś wziąć i musiał zawrócić do domu? Bo przecież dopiero przed chwilą cała rodzina wyszła. Miśko na ogół czujnie śpi, więc i teraz od razu się obudził przez te odgłosy i usiadł na dywanie, a Rudzik przestał biegać i stanął obok niego. Każde z nas wpatrywało się w skupieniu w drzwi. Nie wiem czy bardziej byłam ciekawa, zdziwiona czy zaniepokojona tym, kogo za chwilę ujrzymy.

Drzwi się otworzyły na oścież i pojawił się w nich… nasz dziadek.

Nie umiem określić miny, jaką zobaczyłam na twarzy dziadka, gdy zobaczył naszą trójkę. Była naprawdę dziwna. W dodatku wcale się nie przywitał, jak zazwyczaj, tylko stanął jak wryty i przyglądał się nam. Najpierw pomyślałam, że nas po prostu liczy, ale potem stwierdziłam, że chyba nie, bo coś długo to trwało. Nie sądzę, że dziadek ma trudności z liczeniem do trzech! To przecież bardzo mądry dziadek!

W końcu zrobił krok ku nam i zapytał Rudzika:

A kto ty jesteś mój drogi?

Niczego jednak się nie dowiedział, bo nasz nowy kotek gwałtownie podskoczył, w powietrzu zrobił w tył zwrot i tak szybko umknął do pokoju rodziców, że przez moment wydawało mi się, że potrafi latać! Teraz przed dziadkiem staliśmy tylko we dwoje. I oboje na raz zaczęliśmy opowiadać o Rudziku. Przez wzajemne przekrzykiwanie się narobiliśmy tak niemiłosiernego hałasu, że dziadek nic nie zrozumiał. Widząc to, zaczęliśmy opowieść od nowa. I chyba też źle nam poszło, bo dziadek złapał się rękami za głowę, zostawił nam prezenty, których się spodziewaliśmy, zabrał ze stołu receptę taty i wyszedł w ogromnym pośpiechu. Ciekawe dlaczego się tak śpieszył?  :-D

 

 

Świnka-emerytka? :-)

IMG-20161128-00509
Standardowy

:-)

Otóż któregoś dnia, gdy nikogo poza nami trojgiem w domu nie było, bo mama i tata poszli do pracy, Natalka do szkoły, a Kajtek na uczelnię, znienacka przyszedł odwiedzić nas dziadek. To znaczy dziadek myślał, że odwiedzi mnie i Miśka, ponieważ o Rudym nie wiedział. Przyniósł mi w prezencie piękny bukiet z natki pietruszki i koperku oraz puszeczkę mięska dla kotka. On zazwyczaj pamięta o podarunkach dla nas, a jeśli nawet czasem zapomni, to babcia zawsze mu przypomina. Prawdę mówiąc teraz już przy każdej jego wizycie oczekujemy czegoś smacznego.

Tym razem dziadek zajrzał do nas tylko na chwilę, gdyż naprawdę to przyszedł po receptę na lekarstwo dla taty. Wczoraj rozmawiali przez telefon i obiecał wykupić tacie lekarstwo, skoro on od kilku dni nie znajduje na to czasu. A dziadek czas ma, bo już nie pracuje. 

Takie dziadkowe niepracowanie nazywa się emeryturą. Obydwoje, bo babcia też, są na emeryturze. Zaciekawiła mnie ta nazwa i chciałabym zobaczyć, jak się jest na emeryturze. Poproszę kiedyś babcię, to na pewno mi pokaże.

;-)

 

Nie wyobrażamy sobie domu bez niego :-)

IMG-20161104-00491
Standardowy

:-)

CZAS ODWIEDZIN

Z łatwością przyzwyczailiśmy się do tego, że Rudzik jest z nami. Już nawet nie pamiętamy, jak to było, gdy nie było go w naszej rodzinie. I na pewno teraz nikt nie wyobraża sobie domu bez niego. Przynajmniej ja sobie nie wyobrażam. Bo wszyscy Rudzika kochamy.

Według słów mamy, nastał odpowiedni czas na odwiedziny. Zapragnęliśmy bowiem przedstawić Rudzikowi naszych przyjaciół, ale chcieliśmy także pochwalić się przed nimi, jakiego mamy wspaniałego, nowego kotka.

Pierwszy Rudzika poznał dziadek. Ale ich spotkanie zupełnie nie wyszło tak, jak to zaplanowaliśmy.

Wyobraźcie sobie, że dziadek i babcia nic nie wiedzieli o powiększeniu rodziny, bo mama utrzymywała wszystko w wielkiej tajemnicy. Moim zdaniem po prostu obawiała się, że wcale nie spodoba im się pomysł zaproszenia do nas drugiego kotka. I to na zawsze! Na pewno chciała najpierw dziadkom wyjaśnić, że to świetny pomysł mieć więcej kotków, a dopiero potem powiedzieć, że Rudzik już do nas przybył. A na końcu przedstawić go babci i dziadkowi w czasie uroczystych odwiedzin i w ten sposób wszystkich poznać ze sobą. Ale stało się zupełnie inaczej.

;-)

Srokate, szpakowate i kasztanki… ;-)

20160905_140558
Standardowy

:-)

Potem Natalka pokazała mi fotografię konika w biało-czarne (albo może czarno-białe, tego dokładnie nie ustaliłyśmy) łaty i powiedziała, że to Orlando. Wyobraźcie sobie, że Orlando jest srokaty. I to właśnie dlatego, że jest łaciaty. Byłam bardzo zdumiona. Czy to nie dziwaczne nazywać konika srokatym z powodu jego łat? Ale potem pomyślałam, że może nie o futerko chodzi, tylko o charakter Orlando.

Przypomniałam sobie, jak tata nazywał mnie, Natalkę, mamę i ciocię Agatę srokami. A było to wtedy, gdy we cztery urządzałyśmy jeden z naszych rodzinnych pokazów mody. Zawsze robimy taki pokaz, gdy ciocia przyjeżdża do nas w gości.

Najpierw, jak zwykle, panie wymieniły się swoimi najnowszymi strojami. Natalka natomiast dopóty przymierzała po kolei ubrania, które znalazła w walizce cioci, dopóki nie znalazła odpowiednio szykownego. Następnie wszystkie, oprócz mnie oczywiście, pomalowały swoje twarze różnymi kolorami. Od razu zaczęły wyglądać tak, jakby właśnie wyszły z telewizora. Przyznam, że ja wolę, gdy nie są takie kolorowe na buziach, gdyż to mnie trochę niepokoi. Wydają mi się wtedy jakieś obce. No, ale podobno tak jest modnie. Trudno, czasem trzeba się poświęcić, by na wybiegu było elegancko. Niestety, wtedy gdy trzeba było dobrać dodatki i biżuterię, aby jeszcze piękniej wyglądać na pokazie, wybuchła prawdziwa awantura. Okazało się, że nam wszystkim podoba się ten sam pasek i naszyjnik, ta sama bransoletka i te same kolczyki. Może dlatego, że one wszystkie skrzyły się przepięknie w świetle, gdyż były wysadzane kryształkami. Każda z nas zamierzała wszystko te ozdoby na siebie założyć i nie było mowy, by odstąpiła je drugiej.

Kłótnia o biżuterię trwała w najlepsze i może nawet doszłoby do rękoczynów, gdyby nie tata. To właśnie wtedy zostałyśmy nazwane przez niego srokami. Usłyszawszy wojownicze okrzyki, zdziwiony przyszedł czym prędzej do pokoju Natalki, w którym byłyśmy, zobaczyć, co się dzieje. Gdy dowiedział się, z jakiego powodu na siebie wrzeszczymy, powiedział, że jesteśmy niemądre i zachowujemy się jak sroki, czyli takie ptaszki, które bardzo lubią błyskotki. Podobno one nie cofną się nawet przed kradzieżą, by tylko zdobyć świecidełka! Tata miał rację – kłóciłyśmy się o coś tak mało ważnego tylko dlatego, że błyszczało. Naprawdę zachowałyśmy się jak sroki. A że na tatę zawsze można liczyć, to i tym razem znalazł radę. Rozdzielił pomiędzy nas ozdoby tak, że każda miała jedną. Mnie przypadła bransoletka. Zrobiłam sobie z niej naszyjnik i bardzo szykownie wyglądałam.

Przypomniało mi się to wszystko, gdy usłyszałam, że Orlando jest srokaty. Skoro Orlando ma takie przezwisko, to może dlatego, że też też lubi błyskotki, tak samo jak my?

Tak więc Trok jest szpakowaty, a Orlando srokaty. Czy nie wydaje się to wam dziwne – piesek i konik, a szpakowaty i srokaty? Czy przystoi im nosić takie ptasie przezwiska? Czy to godne miana? Co Trok i Orlando na to? Bardzo chciałabym się tego dowiedzieć. No teraz to już muszę koniecznie osobiście pojawić się w stajni i znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania.

Z kolei, według mnie, zupełnie zrozumiałe jest nazywanie całkowicie brązowego konia kasztanem, prawda? Bo taki sam kolor mają przecież kasztany, takie spadające z drzew. Pamiętam, że kiedyś Natalka je zbierała i miałyśmy ich całe pudełko. One są takie piękne, okrągłe i błyszczące. Bardzo twarde. Z jednej strony mają matową plamę o innym odcieniu, kojarzącą mi się z okiem, którym kasztan dokoła łypie. Na tych naszych kasztanach nauczyłyśmy się liczyć. I zrobiłyśmy z nich dużo ludzików w kolczastych, zielonych czapeczkach.

Ale wróćmy do naszych znajomych koni – otóż, kierując się naszą wiedzą, wytropiłyśmy na zdjęciach, że konie-kasztany to Chuben i Jutu. Na zdjęciach wskazałam też Natalce Cygana, który miał czarne futerko. A właściwie mówi się sierść, jak mnie pouczyła Natalka.

– Czy taki kolor też się jakoś określa? – zapytałam.

– Tak! Czarny koń to koń kary.

– O, bardzo ładnie to brzmi. Kary…

Wiedzieliście o tych wszystkich nazwach?! Ja nie miałam pojęcia. Sami widzicie, że Natalka przywiozła ze swojej wycieczki do stajni mnóstwo ciekawostek. Po jednej wizycie! Już nie mogę się doczekać, kiedy ja tam pojadę!

  ;-)

Czy ja też jestem gniada??? :-)

IMG-20140730-00030
Standardowy

:-)

Ale wróćmy do Dominiki. Natalka powiedziała, że ona jest siwa. Przyglądam się zdjęciom, przyglądam, ale nie widzę siwej Dominiki, tylko białą! W półmroku stajni stoi taka wysoka, piękna, dumna i wyniosła, niczym Końska Biała Dama. Czyżby Natalka się pomyliła? Natychmiast ją o to zapytałam. Okazało się, że zupełnie się nie znam na kolorach końskich futerek. A że są to bardzo ciekawe informacje, więc zaraz Wam opowiem.

Otóż, Natalka się nie myliła, nazywając Dominikę siwą. Pani Sylwia wytłumaczyła jej dokładnie, że biały koń to siwy, a brązowy z brązową grzywką to kasztan. Ale uwaga! – brązowy z czarną fryzurą, to już koń gniady. Przejrzałyśmy z Natalką jeszcze raz zdjęcia i ustaliłyśmy, że i Nadzieja cioci Ali, i ten duży Promotor są gniade. Bardzo śmieszna ta nazwa, prawda? Zupełnie do niczego niepodobna. Zaczęłam nad nią rozmyślać, a potem zastanawiać się – a może ja też jestem gniada? Ale doszłam do wniosku, że moje futerko ma niestety za dużo kolorów, bym była tak sympatycznie nazywana jak oni.

;-)

 

 

Kolejna znajoma dziewczynka! :-)

110720_160030_001
Standardowy

Oj, zapomniałabym o Dominice. Piękne imię, prawda? Chyba nawet ładniejsze niż moje czy Moniki. Dominika… Dominika jest klaczką, tak jak Kapri i Nadzieja. Czyli kolejna znajoma dziewczynka!

Widziałam Dominikę na zdjęciu i bardzo mi się spodobała. Jest naprawdę piękna. Ma długie szczupłe nóżki, zgrabną, smukłą szyję i bardzo gęste rzęsy. I ciemne, okrągłe oczy. Chyba czarne, ale nie jestem pewna, bo zdjęcie, które mi pokazała Natalka było trochę niewyraźne. Natalka mówiła, że w stajni jest niedobre światło do fotografowania i dlatego tak wyszło. Ciekawe czy koniom nie przeszkadza takie niedobre światło w ich mieszkaniu. Pewnie nie, bo one nie robią zdjęć. Chyba. Koniecznie muszę się tego dowiedzieć. Zapytam przy okazji panią Sylwię.

:-)

Całe stado nowych znajomych :-)

IMG-20141029-00064
Standardowy

Pani Sylwia natomiast to kolejna dobra wróżka, którą znamy. Jest tak samo zwiewna i delikatna jak Kasia, którą początkowo wzięłam za elfa. Pamiętacie Kasię? Była u nas kiedyś z wizytą i opowiadała o swoich chłopakach, Mańku i Elmo, oraz o Kapri, swojej przyjaciółce, klaczce. Może dlatego od razu Kasia skojarzyła mi się z panią Sylwią, która przecież ma w swojej stajni wielu końskich przyjaciół. No posłuchajcie sami – mieszka tam Nadzieja cioci Ali, Orlando, Oberek-O, Newralgia, Motyl, Merkury i Kubuś, zwany Bubu. Jest też największy na świecie koń, Promotor. Przynajmniej Natalka tak go przedstawiła. Przez trzy dni tylko o nim mówiła. Bez przerwy. Była pod wielkim wrażeniem. Promotor podobno jest tak ogromny, że ja nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ilu to Rudych trzeba byłoby postawić na Miśkach, żeby oddać jego wielkość. Myślę nawet, że w jego przypadku należałoby raczej ustawiać piramidę z Troków. Ale z ilu, to nie wiem. Bo Promotor jest większy nawet od Nadziei, a przecież Nadzieja jest większa i od Natalki, i od cioci Ali! :-)

A Ty umiesz grzecznie podać łapę? No właśnie… :-D

110720_160030_001
Standardowy

CD

Tak naprawdę Wyżeł to tylko początek jego długiego nazwiska, lecz całego nie zapamiętałam. A może to było przezwisko? Przyznam się, że tego jeszcze nie udało mi się rozszyfrować. Jednego natomiast jestem pewna – piesek ma na imię Trok.

Widziałam go na zdjęciach, przechowywanych w tablecie Natalki, które razem z nią oglądałam. Trok ma piękne czarne futerko, a w nim bardzo dużo zupełnie białych włosków. I wcale nie oznacza to, że on siwieje, jak mi tłumaczyła Natalka, ale że taką ma urodę. Taki szpakowaty brunet – powiedziała. Trochę nie rozumiem, czemu o jakimś szpaku wspomniała, ale przy okazji dokładnie ją o to wypytam.

Trok ma dopiero trzy lata, a już jest bardzo mądry i całym swym psim sercem kocha swoją panią, Sylwię. Jak ona poprosi, by usiadł, to natychmiast siada. A gdy chce się z nim przywitać, on grzecznie podaje łapę. Wspaniale, prawda? Jestem pełna podziwu dla niego, bo nas jest troje, a żadne nie domyśliłoby się, że tak należy postąpić. Nikt z nas nigdy tak elegancko się nie zachował!  CDN :-D 

Wyżeł to nie jakiś Niżeł! :-D

IMG-20150217-00130
Standardowy

Ten piesek jest bardzo duży. Gdybym postawiła Miśka na Rudym, a obok drugiego Miśka na drugim Rudym, to ten piesek byłby od nich jeszcze większy! Chociaż… musiałabym chyba zrobić odwrotnie, czyli postawić tych dwóch Rudych na dwóch Miśkach, bo Miśki są za ciężkie, żeby stały na Rudych. No i oczywiście musiałabym poprosić Kajtka, aby pomógł mi w ich ustawianiu, bo jestem trochę za niska i mogłabym nie dać rady równiutko ich wszystkich poukładać, by stworzyć odpowiednio pokaźną konstrukcję. Nie byłoby to wcale łatwe, bo przecież powinna być naprawdę wysoka. Nic dziwnego więc, że tak wyrośniętego pieska nazwano Wyżeł. CDN :-D 

A ciocia Ala rozdaje miłość… :-)

IMG-20140823-00045
Standardowy

:-D

Według mnie ciocia Ala rozdaje miłość. Pokrzywdzonym przez los kotkom. I ludziom. Ale tylko tym ludziom, którzy na to zasługują! Prawdziwa Dobra Wróżka, prawda? O wiele lepsza, niż taka z książek Natalki, bo istnieje naprawdę.

To właśnie dzięki cioci Ali poznaliśmy panią Sylwię i jej zwierzęta. Właściwie to Natalka poznała, ale tak mi szczegółowo zrelacjonowała swoją wizytę i pokazała zdjęcia, że wszystko wiem! Wizytę w stajni mam jednak zamiar w najbliższym czasie złożyć osobiście. Ciocia Ala mi obiecała!

Najpierw na zdjęciach Natalki zobaczyłam pieska, o którym chcę Wam teraz opowiedzieć. Mieszka on w stajni razem z panią Sylwią. To znaczy ja tak to na początku zrozumiałam, ale okazało się, że stajnia jest domem dla koni a nie dla piesków i ludzi. Dla kotków i świnek morskich też zresztą nie. Konie mają tam swoje pokoiki, zwane boksami. Natomiast pies i jego pani mieszkają tuż obok stajni, w normalnym mieszkaniu podobnym do naszego. CDN :-D 

Czy wy wiecie, że nie tylko koty są na świecie?! :-D

Zdjęcie0140
Standardowy

:-)

Przerwę na chwilę nasze domowe opowieści, bo chciałabym podzielić się z Wami najnowszymi wiadomościami! Otóż zwierzątka to nie tylko świnki i kotki. No i konie, takie jak Kapri i Nadzieja. Zwierząt jest znacznie, znacznie więcej. Całe tłumy po prostu! Postaram się o wielu opowiedzieć, ale na pewno nie o wszystkich na raz, żebyście nie doznali szoku, tak jak ja, gdy nagle dowiedziałam się od Natalki, jak jest naprawdę.

A zaczęło się od znajomych cioci Alicji. Przypomnę Wam, że ciocia Alicja, zwana na co dzień Alą, jest jak dobra wróżka dla każdego potrzebującego pomocy. Na przykład pewnego razu uratowała mi życie, o czym już kiedyś szczegółowo opowiadałam. Ocaliła też mnóstwo kotków – przed chorobami, głodem, bezdomnością i samotnością. Znalazła im wspaniałych przyjaciół, a nawet takie kochające rodziny, jak moja. Pamiętacie Buma? On cały czas mieszka w swoim domu, jest bezpieczny i szczęśliwy. A jaka szczęśliwa jest rodzinka, z którą pozostał! 

CDN :-)

A lampa chyba sama spadła… :-D

20160905_140558
Standardowy

:-D

Wiecie co było dalej? Miśko poprowadził Natalkę, gdy tylko wróciła ze szkoły, prosto do stłuczonej lampy. Mrugał do niej oczami, wskazując Rudzika jako winowajcę. A więc to on zawinił? Moim zdaniem Miśko nie powinien skarżyć na kolegę. Rudzik na pewno nie chciał narobić szkód. A może lampka sama spadła? Wszystko jest możliwe! Ponieważ nie byłam przy tym, więc nie potrafię powiedzieć Wam, jak to było naprawdę.

Na wszelki wypadek Rudzik od razu schował się pod najbliższym łóżkiem. Przyznaję, że i ja razem z nim się tam ukryłam. Bo może Natalka pomyśli, że to ja nabroiłam? Kto wie…

Jednak niepotrzebnie tak się baliśmy, gdyż nasza przyjaciółka jest tak kochana, że wszystkim nam wybaczyła. Zwłaszcza gdy Rudzik spojrzał na nią swymi wielkimi oczami w kolorze miodku, którym smaruje się biały serek na śniadaniowych kanapkach. Powiedziała, że nie ma co się zamartwiać, bo samej lampie nic się nie stało, a szklany klosz można dokupić. Całe szczęście!

:-D 

 

Czy znajdzie się winowajca? :-D

IMG-20141120-00090
Standardowy

CD :-D

Na samym środku podłogi w pokoiku Natalki leżała jej piękna lampa, a właściwie to, co z niej zostało. Najbardziej ucierpiał szklany klosz, bo zrobiło się z niego kilka zupełnie nieprzydatnych kawałków. Reszta była w całkiem niezłym stanie, tylko zamiast stać na biurku, leżała obok niego. A to przecież ulubiona lampka Natalki, z której była bardzo dumna. Gdy wybierała ją razem z mamą, zachwycały się jej nowoczesnością. Wyobraźcie sobie, że lampa zaczynała świecić po dotknięciu w dowolnym miejscu. Wiem, bo sama to wypróbowałam. Weszłam na metalową podstawę i w ten sposób ją włączyłam! Oczywiście uczyniłam to pod kontrolą Natalki.

Lampa była ciężka i wysoka. Gdy patrzyłam na nią z dołu, przypominała mi smukłą latarnię, zakończoną rozłożystym parasolem z białego szkła. A teraz leżała zupełnie zepsuta. Jak to mogło się stać? Kotki chyba też nie wiedziały, bo dziwiły się tak samo jak ja, oglądając dokładnie kawałki szkła na podłodze. To dopiero Natalka się zmartwi! Może nawet będzie krzyczeć. Tylko na kogo?

;-) CDN

Berek! – :-D

IMG-20150503-00138
Standardowy

CD :-D

Otóż kiedy wyszłam zza drzwi, obaj jednocześnie obejrzeli się, patrząc, kto idzie. Zobaczywszy, że to tylko ja, zajęli się przerwaną zabawa. A była to zabawa w berka, polegająca gównie na gonieniu się. Tym razem gonitwę rozpoczął Rudzik. Zakrzyknął wojowniczo, pacnął Miśka swoją puchatą, bamboszkową łapką i zaczął uciekać. Miśko jednak wystartował równo z nim, więc obaj równocześnie pędzili, jeden obok drugiego, uderzając z całej mocy piętami w podłogę. Wprawdzie nie wiem, czy kotki mają pięty, ale tak to sobie wyobraziłam, bo zobaczyć niczego nie mogłam dokładnie. Zbyt szybko przebierali łapkami, co sprawiało wrażenie, jakby wirowało ze sto nóg a nie tylko osiem. Wyglądali więc jak jedna duża stonoga, ale tupali jak stadko słoni!

Gdy zniknęli za drzwiami pokoju Natalki, na chwilę wszystko ucichło. Po chwili znowu załomotało i chłopcy z powrotem znaleźli się w przedpokoju. Tym razem Miśko biegł ociupinkę z przodu. Minęli mnie, zawrócili, ślizgając się na zakręcie i popędzili jeszcze szybciej. Teraz już zupełnie nie można było się zorientować, który jest pierwszy. Byłam ciekawa, kto wygra, ale kibicowałam im obu.

Ponieważ kotki znowu zniknęły w pokoju Natalki, poszłam w tamtą stronę, żeby lepiej widzieć ich wyścigi. Nie zdążyłam nawet przejść połowy drogi, gdy rozległ się olbrzymi huk, a Miśko i Rudy wyskoczyli z pokoju jak oparzeni i rzucili się do ucieczki, każdy w swoją stronę. Stanęłam jak wryta, nie rozumiejąc, co się stało. Kotki też się zatrzymały. Trwaliśmy przez chwilę nieruchomo w całkowitej ciszy, a potem, zupełnie się nie umawiając, wszyscy jednocześnie zaczęliśmy skradać się na paluszkach, by zobaczyć, co się stało. CDN :-D

Trzęsienie… podłogi :-D

IMG-20151009-00211
Standardowy

:-D

Ponieważ obaj smacznie spali, pomyślałam, że pójdę do siebie i też wypocznę. Jak to dobrze, że mam własny domek i nie muszę walczyć z kotkami o żadną poduszkę!

Ledwo co zasnęłam, gdy wydało mi się, iż podłoga pod moim domkiem się trzęsie. Trzęsienie szybko ustąpiło, więc pomyślałam – cóż to za nieprzyjemny sen. Ale po chwili poczułam ponowne wstrząsy, nadciągające bardzo gwałtownie z prawej strony. Nim miałam czas się zastanowić, nastąpiła chwila ciszy i łomot tak jakby zawrócił, tym razem rozpoczynając się po lewej, a po prawej stronie kończąc. Wszystko to działo się tuż za drzwiami pokoju Kajtka, w którym, jak wiecie, znajduje się moje gospodarstwo. Byłam tak ciekawa, co się dzieje, że nawet o strachu nie pomyślałam, tylko pobiegłam sprawdzić.

Ostrożnie wyjrzałam z pokoju. Za drzwiami nie było nikogo poza Miśkiem i Rudzikiem. Nie zauważyłam też żadnych zmian w przedpokoju. Każda rzecz leżała, stała lub wisiała na swoim miejscu i wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku. To skąd te dziwne odgłosy?

Wszystko jednak wyjaśniło się szybko. Wyobraźcie sobie, jakie było moje zdumienie, gdy okazało się, że trzęsienie podłogi wywołują nasze kotki. Naprawdę.

CDN :-) 

I jak tu wypocząć?!

Zdjęcie0020
Standardowy

:-)

W końcu jednak się zmęczył, czy też po prostu znudził, bo nagle przystanął. Wtedy zauważył śpiącego Miśka i ruszył prosto do niego. Szedł tak zadowolony, że aż burczał w środku z radości. Miśkowa poducha do spania jest duża, więc dwa kotki swobodnie mogą się na niej zmieścić. Pewnie Rudzik właśnie tak pomyślał, gdyż od razu zaczął się na niej wygodnie układać tuż za plecami Miśka. Kiedy poduszka poczęła się pod nim uginać, Miśko uchylił oko. Po chwili je zamknął i prawdopodobnie spałby dalej, gdyby Rudzik przestał się wreszcie kręcić i mruczeć. Tymczasem on nadal mościł sobie posłanie, a burczał coraz głośniej. Miśko podniósł łebek i spojrzał za siebie, sprawdzając, co się dzieje. Gdy zobaczył, że to tylko nowy kolega, jeszcze raz spróbował przymknąć oko, lecz stało się to zupełnie niemożliwe. Rudy ugniatał bowiem poduchę coraz mocniej i szybciej, aż cała falowała razem z Miśkiem, próbującym spać. Na domiar złego w ogóle nie zwrócił uwagi, że bardzo przeszkadza i dodatkowo podkreślał swoje zadowolenie mnóstwem radosnych dźwięków. Miśko, który z natury jest bardzo spokojny i cierpliwy, w końcu miał dość – łypnął groźnie obydwoma oczami, podniósł się z posłania i… z wielką godnością wyszedł z pokoju, by po chwili zniknąć za drzwiami sypialni rodziców.

Wydaje mi się, że na Rudziku nie zrobiło to żadnego wrażenia, gdyż zadowolony rozciągnął się na całą swoją długość w poprzek poduszki i usnął.

Sami w domu – co z tego wyniknie? :-D

IMG-20141019-00056
Standardowy

:-D

Początkowo nic nie zapowiadało wielkiej awantury. Miśko pokręcił się trochę po swojej poduszce i ułożył do spania. Rudzik natomiast pomaszerował zwiedzać sypialnię rodziców, korzystając z tego, że była pusta. Stamtąd wykrzykiwał różne komentarza, których jak zwykle nie rozumiałam.

Potem skrupulatnie obwąchiwał pokój Natalki. Gdy tylko przestawał węszyć, od razu coś krzyczał. Coraz bardziej żałowałam, że zupełnie nie znam kotkowego języka, bo byłam niezwykle ciekawa, o czym Rudy mówi.

Po pewnym czasie znudził się zwiedzaniem. Zaczął więc biegać od pokoju do pokoju. I to coraz szybciej! Łapki ślizgały mu się na podłodze, kiedy chciał skręcić lub zawrócić, lecz wcale go to nie zrażało. Ileż on ma energii! Pędził i pędził. Miałam wrażenie, że nigdy nie przestanie. CDN :-D

Psikusów Miśka ciąg dalszy :-D

12068447_926368227443726_2544877750324641599_o
Standardowy

CD :-D

Sam wody nie cierpi straszliwie. Używa jej tylko do picia. I tak, w wyniku chytrego Miśkowego planu, Rudy znalazł się w wannie, z której woda jeszcze nie całkiem odpłynęła. Dokładnie nie wiem, jak go tam włożył, bo tylko słyszałam łomot w łazience, a potem widziałam tatę z ręcznikiem z którego wystawał Rudzik cały mokry i bardzo marnie wyglądający, bo jeszcze chudszy niż normalnie. Tata osuszył go porządnie, wycierając dwoma ręcznikami, a potem siedzieli obaj pod kocem i się grzali. Miśko oczywiście udawał, że o niczym nie wie. Ten plan też okazał się do niczego, bo z czasem wyjaśniło się, że Rudzik akurat lubi wodę i potem często moczył w niej łapki i wskakiwał do wanny.

Trzecim razem przez te pomysły Miśka straty poniosła Natalka. Było to wtedy, gdy pierwszy raz zostaliśmy w domu tylko we trójkę, ja, Miśko i Rudy. Mama jeszcze przy wyjściu przykazywała Miśkowi, żeby był grzeczny i dzielnie opiekował się Rudzikiem. Ale tak się nie stało. CDN :-D

Oj Miśku, Miśku! :-D

IMG-20140907-00052
Standardowy

:-)

Pierwszego dnia namówił kociaczka na wejście na stół i chodzenie po nim. Sam przysiadł z boku, na sofie, i patrzył, co się stanie. A przecież dobrze wiedział, że kotkom nie wolno przebywać na stole. Opowiadałam Wam kiedyś, jak wszyscy długo go tego uczyliśmy. Tata to nawet parę razy się na niego zdenerwował! Myślę, że Misko chciał, by teraz ktoś zdenerwował się na Rudzika. Ale tak się nie stało. Gdy mama zobaczyła kotka na stole, wytłumaczyła mu, że tak nie wolno i zdjęła go ostrożnie. Mama wiedziała przecież, że nie zna on jeszcze wszystkich zasad, więc w ogóle się nie gniewała. I wyobraźcie sobie, że Rudy nigdy już na stół nie wszedł. Taki jest grzeczny! Plan Miśka spełzł więc na niczym. Wobec tego wymyślił, że dokuczy mu za pomocą wody.

CDN :-D

Kotki dwa, czyli konkurencja :-D

IMG-20151009-00211
Standardowy

:-D

W ciągu kilku pierwszych dni z nami Rudzik wykazał się dużą gapowatością. Nie myślcie sobie, że jest on jakąś gapą, bo wcale nie jest. Ale na początku dał się parę razy nabrać Miśkowi.

Wszystko zaczęło się od tego, że Miśko ani trochę nie był zadowolony, gdy okazało się, że Rudy z nami zostaje. Najwyraźniej wolał być jedynym kotkiem w domu. To jest zupełnie zrozumiałe. Przecież dotąd w naszej rodzinie każdy był jeden jedyny! Zobaczcie sami – ja jestem jedyną świnką, Natalka jedyną córką a Kajtek synem. Mama też jest jedyna. I tata. Miśko również był pojedynczy. A tu taka niespodzianka – kotki będą dwa!

Miśko najpierw kilka razy próbował skompromitować Rudzika w naszych oczach. Może miał nadzieję na pozbycie się konkurencji? Tego nie wiem, bo nie chciał się do niczego przyznać. :-D

Potrzebujemy tłumacza kociego języka!!! :-D

IMG-20150503-00138
Standardowy

CD :-D

mieszkaniu. Przypominał samochód jadący na sygnale.

Wydaje mi się, że wszystkie miejsca przeglądał niezwykle wnikliwie, gdyż co pewien czas przystawał, wąchał i wąchał, a potem głośno wykrzykiwał swoje zdanie o tym, co spotkał na po drodze. Brzmiało to mniej więcej tak: „aaa!”, „aaau!”, „auuu!” „uaaa!”, „uuua!”.

Niestety, nie zrozumiałam ani jednego wyrazu, a to dlatego, że Miśko do tej pory nie zdążył mnie nauczyć kociego języka. Zresztą, nigdy tego od niego nie oczekiwałam, bo jest małomówny. Mogę się mylić, ale przypuszczam, że odkąd go znam, nie wypowiedział tyle słów, co Rudzik od razu pierwszego dnia.

Zdecydowanie najdłużej wydziwiał nad moim gospodarstwem. Obwąchał dokładnie całe ogrodzenie od prawej strony do lewej, a potem jeszcze raz, tym razem od lewej do prawej. Tak mocno wciągał powietrze, że aż było to słychać, a różowym nosem i wielkimi, białymi wąsami łopotał w górę i w dół. Po zakończeniu tego wąchania przez chwilę się nad czymś zastanowił i nagle… jak nie zakrzyknie! Znienacka i do tego dwa razy głośniej niż dotąd, więc wszyscy podskoczyliśmy spłoszeni. Ja natomiast bardzo się zdenerwowałam, bo przecież to o moim wspaniałym domostwie, z którego jestem niezwykle dumna, się wypowiadał, a w ogóle nie rozumiałam, co mówił. Mam nadzieję, że były to okrzyki zachwytu. A może głos krytyki? Czy mi to ktoś kiedyś wyjaśni?

CDN :-D

kot wielu imion :-D

IMG-20150130-00125
Standardowy

:-D

Nigdy bym nie przypuszczała, że tyle zamieszania może wyniknąć z powodu jednego nowego członka rodziny.
Już kłopot sprawiło samo wybranie imienia dla naszego drugiego kotka. Najpierw nikt nie mógł żadnego ładnego wymyślić, a potem każdy miał mnóstwo propozycji. Niestety, nie było ani jednego kociego nazwania, które spodobałoby się wszystkim. I wiecie, co przez ten brak zgody się stało? Każdy nazywa kotka po swojemu! Tata mówi na niego Rudy, ze względu na kolor kotkowego futerka, mama – Chudini albo Chudeusz, bo taki chudziutki, Natalka Rudzik, żeby było i rudo, i ładnie, a Kajtkowi zdarza się powiedzieć nań Kumpel, ale nie wiem dlaczego. Jak w ogóle można się rozeznać w takiej mnogości określeń? Czy kotkowi uda się je wszystkie zapamiętać? I czy na pewno zawsze zorientuje się, że właśnie o niego chodzi? Ciekawam.
Rudy od razu zaprezentował się jako wielka gaduła. Wydawał takie mnóstwo dźwięków, że aż trudno mi je wam opisać, ale spróbuję.
Otóż od razu, jak tylko z nami zamieszkał, rozpoczął zwiedzać mieszkanie. I przez cały czas tego zwiedzania burczał całym swoim środkiem. To się nazywa mruczeniem. Wiem, bo Miśko podobnie umie burczeć, ale rzadko mu się to zdarza i robi to co najmniej o połowę ciszej. Tymczasem Rudzik przeszedł przez wszystkie pomieszczenia cały czas mrucząc bardzo głośno i bez ustanku. Wiedzieliśmy, gdzie akurat jest, gdyż słychać go było w całym… CDN :-D

Chyba nigdy nie byłam tak zaskoczona… ;-)

IMG-20140730-00030
Standardowy

:-D

Tymczasem kotek chyba odkrył Miśka za firanką, bo jak po sznurku ruszył marszowym krokiem prosto do niego. Ale nasz przyjaciel był szybszy. Zobaczyłam tylko delikatny ruch firanki i już nikogo za nią nie było. Miśko po prostu zniknął! Błyskawicznie i bezszelestnie. Ja bym na pewno tak nie potrafiła.

Gość pokręcił się wyraźnie rozczarowany wokół miejsca, gdzie przedtem chował się Miśko. Z pewnością nie stracił jednak dobrego humoru, gdyż znów zakrzyknął „aaa! aaa!” i zaczął podskakiwać i biegać w kółko po dywanie.

Te wyścigi wokół mnie spowodowały, że zakręciło mi się w głowie. Porzuciłam więc obserwowanie gościa i podeszłam do stołu, przy którym siedziała nowa ciocia z mamą i tatą. Wszyscy troje czytali i przekładali jakieś kartki, które potem tata podpisywał. Nie wyglądało to interesująco, więc już miałam odejść w stronę fotela, na którym siedziała Natalka, uśmiechnięta i wpatrzona w brykającego kotka, gdy dotarło do mnie znaczenie słów, które tata, również uśmiechnięty i zadowolony, wypowiedział. Aż przysiadłam z wrażenia. Czy na pewno dobrze zrozumiałam?

Zrozumiałam bowiem, że rudy kotek to wcale nie nasz gość, tylko nowy członek rodziny! Od dzisiaj zostaje z nami i będzie kotkiem taty. A wszystko dlatego, że ponoć tata zazdrościł mamie Miśka.

No coś podobnego! Chyba nigdy nie byłam tak zaskoczona. Ciekawe, co na to wszystko powie Miśko. CDN :-D 

życzenie Kasi :-D

Standardowy

:-D

Rudy gość znowu, znienacka i głośno, zakrzyczał swoje „aaa!” i „aaau!”, czym przestraszył mnie trochę, więc się cofnęłam o kilka kroków. Dzięki temu zobaczyłam kotka z większej odległości. Dostrzegłam, że nie tylko nóżki ma chudziutkie, ale cały jest bardzo szczuplutki. W naszej rodzinie nikogo tak szczupłego nie ma. No, może poza ciocią Agatą, siostrą mamy, ale jak wiadomo ona specjalnie się odchudza. Za to jego brzuszek wydał mi się bardzo pasujący do naszych sylwetek, mojej i Miśka. Był duży, pękaty i wydawało się, że stanowi znaczną część kotka.

Ale chyba niepotrzebnie tak porównuję do nas gościa. Przecież nie ma znaczenia, jak wygląda. Ważniejsze, jaki ma charakter i czy będzie się można z nim zaprzyjaźnić. Byłoby świetnie, jakby okazał się sympatycznym kotkiem, prawda? Wiem, jak dobrze jest mieć przyjaciół, bo sama przyjaźnię się z Moniką, która jest bardzo miłą świnką i świetnie się obie rozumiemy. Z całego serca życzę też Miśkowi prawdziwej przyjaźni. Kociej oczywiście, bo przyjaźń nas wszystkich już ma. Ciekawe czy spełni się moje życzenie.

CDN :-D

Ach te łapeczki! :-D

Zdjęcie0028
Standardowy

:-D

Wyobraźcie sobie, że jego nóżki różniły się od wszystkich nóg w naszej rodzinie. Najbardziej chyba były podobne do Miśkowych łapek. Ale Miśko ma grubiutkie udka, szczuplejsze, krótkie łydki i małe stópki, a nasz gość całe łapki miał jednakowo chudziutkie, o bardzo długich łydeczkach.

Zafascynowały mnie szczególnie jego stopy. Takich nigdy nie widziałam. Przede wszystkim były bardzo duże i puchate – miały po cztery paluszki, a każdy pulchniutki i okrągły jak pączuś. Przypominały mi bamboszki z pomponami, które kiedyś Natalka znalazła w paczuszce pod choinką i potem z wielką przyjemnością nosiła. Te kotkowe bamboszki, tak samo piękne, wyglądały jednak, jakby były na kotka o wiele za duże. 

CDN :-D

Świnkowe opowieści tekstem miesiąca na portalu talentów!!! :-D

Standardowy

Kochani! Świnkowa opowieść KASI, czyli rozdział I „Miłe początki i niemiłe porównania”, wygrała najnowszą edycję konkursu Po prostu piszę na talent.pl :-)

Jest to fragment powieści „Świnka KASIA Część pierwsza Świnka i jej rodzinka, czyli półtora kilograma przyjaciółki”. Pozostałe 11 rozdziałów również znajduje się na tym portalu, na moim profilu (beatawisniewska), w zakładce Dzieła. Zapraszam do czytania i pośmiania się ze mną i z Kasią :-D

Publikacja wygranej jest tu:


http://twojebielany.extrapolska.pl/konkurs-po-prostu-pisze-na-talent-pl/

Zwycięski rozdział tu:


http://talent.pl/portal/Creation?creation_id=55359

 

CDN  :lol:

to ci kocurek…. :-D

Zdjęcie0020
Standardowy

:lol:

Nasz gość z powrotem został postawiony na dywanie i mogliśmy go dokładniej obejrzeć. Miał wprawdzie rude futerko, lecz w zupełnie innym odcieniu niż moje. Nie było złote, tylko takie trochę beżowo-morelkowe a trochę kremowożółte. Na jego pleckach nie zobaczyłam łatek, jak u mnie, ani prążków na ogonku, jak u Miśka, tylko cieniutkie, jaśniejsze i ciemniejsze paseczki na całym futerku. Wyglądało to tak, jakby ktoś namalował pędzelkiem różne kształty na całym kotku – równe linie wzdłuż i w poprzek, duże i małe koła oraz nieregularne esy-floresy. Tylko bródka nie była ruda, ale cała bieluteńka, jakby przed chwilką umoczona w mleczku. 

CDN :-D

WSZYSTKIE ROZDZIAŁY PIERWSZEJ KSIĄŻKI NA PORTALU TALENT.PL W KATEGORII PROZA I POEZJA – POWIEŚCI

ROZDZIAŁ I:  http://talent.pl/portal/Creation?creation_id=55359

Akcja się zagęszcza… :-D

Standardowy

:-D

Kotek rozejrzał się szybko szeroko otwartymi oczami, które z bliska wydały mi się ogromne. Na mnie spojrzał tak, jakbym była całkowicie przezroczysta i jakby widział przeze mnie wszystko, niczym przez szybę w oknie. Nie zdążyłam się nawet porządnie zdziwić na takie patrzenie, gdy on znienacka podskoczył w miejscu bardzo wysoko, krzyknął bardzo głośno „aaa!!!” i odbiwszy się tylnymi łapkami, wielkimi susami popędził przed siebie, zupełnie mnie nie zauważając.

To dopiero złe zachowanie, pomyślałam, ale ponieważ gości należy traktować uprzejmie, niczego na głos nie powiedziałam.

Natomiast kotek gwałtownie zatrzymał się wraz z końcem dywanu, obrócił i, tym razem z okrzykiem „aaau!!!”, w podskokach pobiegł pod stół, wyminął kilka nóg od krzeseł i zniknął za fotelem. I tyle go widzieliśmy. Za to słyszeliśmy nadal, gdyż zza fotela przez cały czas wykrzykiwał swoje „aaa!!!” i „aaau!!!”.

Nie wiem czemu, ale wszyscy zaczęli się śmiać. Ja niczego śmiesznego w tym szalonym bieganiu obcego kotka po naszym pokoju nie dostrzegłam. Zupełnie niczego! Zaczęłam jednak być ciekawa, co z tego wyniknie.

 

Najpierw zauważyłam głowę Miśka, który wyjrzał ze swojego ukrycia za firanką. Myślę, że on był tak samo zaskoczony i zafrapowany, jak ja. Potem tatę, wstającego i z wielką delikatnością wyciągającego kotka zza fotela, bo nowa ciocia poradziła, że tak trzeba zrobić.

CDN :-D

Wyjaśnia się tajemnica rudej głowy :-D – Świnka KASIA III

12068447_926368227443726_2544877750324641599_o
Standardowy

Cz. 3 odcinek 6

Tyle zdążyłam zauważyć, zanim tuż za głową pojawiła szyja, łapki i cały zwierzaczek. Zaniemówiłam z wrażenia – to kotek! Sprytnie to wywnioskowałam, choć do Miśka był on mało podobny. Przede wszystkim wcale nie miał szarego, puszystego futerka! Nie miał też łebka okrągłego jak kulka, no wiecie, takiego Miśkowego.

Kotek też zaniemówił. Okazało się, że przedtem to on krzyczał w torbie, bo teraz, gdy wyszedł, zrobiło się cicho. Wcale się nie dziwię jego protestom, mnie też by się taki chybotliwy transport nie podobał.

Cóż, wypadało się przywitać z gościem, więc ruszyłam ku niemu.

CDN :-D

trzecia powieść świnki, czyli nowe odcinki :-D

Standardowy

Część 3 odcinek 5

Początkowo pomyślałam, że jego zachowanie jest niestosowne, ale prawie natychmiast zrozumiałam, dlaczego tak uczynił. Na pewno się przestraszył, ponieważ torba nowej cioci… krzyczała. A więc to z niej dobiegał głos, którego nie potrafiłam rozpoznać?

Nie tylko ja i Miśko zwróciliśmy uwagę na wrzeszczącą torbę. Przeciwnie, wszyscy właśnie na nią patrzyli. Nowa ciocia tę torbę postawiła na dywanie, niedaleko mnie, i odsunęła suwak wokoło klapki, którą zakończony był krótszy bok. Klapka opadła, a, nie uwierzycie!, z wnętrza wyjrzała głowa. Głowa była pokryta rudym futerkiem, miała olbrzymie wąsy, dłuższe i gęstsze niż moje i Miśka razem połączone, i okrągłe jak pieniążki, miodowożółte oczy. 

 

CDN :-D

Nowe odcinki powieści wesołej świnki :-D

Zdjęcie0140
Standardowy

Część 3 odcinek 4

Od drzwi dobiegły trzy różne głosy. Jeden należał do mamy, rozpoznałam go od razu. Drugi brzmiał jak głos którejś z cioć, natomiast nie potrafiłam odgadnąć, do kogo może należeć trzeci. Dziwne.

Po chwili mama wróciła do pokoju z panią, której nigdy jeszcze nie widziałam. Pewnie zupełnie nowa ciocia. Wysoka, bardzo energiczna, miała krótkie, ciemne włosy i śmiejące się, niebieskie oczy. Podobały mi się jej buty – połyskujące, w pięknym, cielistym kolorze, czyli takim jaśniutkim, różowobeżowym. W ręku trzymała podłużną, płócienną torbę, kremową, w różowe kwiatuszki.

Podeszłam bliżej gościa, a reszta rodziny wstała, żeby grzecznie się przywitać. Tylko Miśko, który przed chwilą zeskoczył na podłogę, na mocno ugiętych łapkach, bezszelestnie przemknął pod stołem, by pobiec w przeciwnym kierunku i ukryć się za firanką.  

CDN :-D 

Czytaj szybciutko, bo trzecia część już powstaje – świnka KASIA :-D

Standardowy

Część 3 odcinek 3

Czy dzisiejsza zagadka wyjaśni się, zanim tata przeczyta całą tę lekturę? Mam nadzieję, że tak.

Miśko chyba zaczął się nudzić, bo wskoczył Kajtkowi na kolana, pokręcił się na nich, pokręcił, potem zwinął się w kulę i zasnął. Pomyślałam – skoro właściwie nic się ciekawego nie dzieje, to może ja też wykorzystam czas na drzemkę. Już zmierzałam do swojego domku, gdy nagle rozległ się dźwięk dzwonka przy drzwiach.

Na ten sygnał natychmiast wszyscy wyprostowali się jak struny, również Miśko, który od razu przestał spać. Jednocześnie każdy odwrócił się, by w napięciu spojrzeć w stronę przedpokoju. Mama chyba jako jedyna zachowała zimną krew, bo spokojnie poszła otworzyć. 

CDN :-D

Świnka KASIA i kotek Miśko – czytaj szybko, bo część trzecia już powstaje :-D

Standardowy

Część 3 odcinek 2

Pewnego sobotniego popołudnia zrobiło się tak jakoś uroczyście. Z samego rana całe mieszkanie zostało wysprzątane. Tata zrobił szybko zakupy. Kajtek i Natalka nigdzie nie zamierzali wychodzić mimo wolnego dnia. Miałam wrażenie, że wszyscy na coś ważnego czekają. Przyszło mi do głowy, iż może ja i Natalka mamy urodziny, wnet przyjadą prezenty i tort, ale głośno tego nie powiedziałam, bo już raz się pomyliłam w tej sprawie. Wolałam cierpliwie poczekać i zobaczyć, co się wydarzy. Mama wyszczotkowała Miśka, z czego zupełnie nie był zadowolony, za to zaczął elegancko wyglądać. On też razem z nami grzecznie siedział w dużym pokoju.

Natalka co pewien czas podchodziła do okna i wyglądała. Nawet tata raz wyjrzał. Pokręcił głową i wrócił na fotel, do swojej książki. Książkę niedawno zaczął czytać, a była naprawdę gruba i bardzo ciężka.

CDN :-D

:-D Świnka KASIA i kotek Miśko :-D czytaj szybko, bo trzecia część już powstaje!!!

Standardowy

Część 3 odcinek 1

Mama z Natalką to już naprawdę przesadziły. Zamiast przyjaciółki dla mnie, znalazły kolegę dla Miśka. Moim zdaniem postąpiły całkowicie niewłaściwie. Ale opowiem wszystko po kolei.

Ja, mama Dorotka, tata Jacek, Kajtek, Natalka i Miśko, który jest kotkiem, to cała nasza rodzina. Miśko jest najmłodszy lecz wcale nie najmniejszy. Mama miała rację – kotki są zwierzątkami większymi od świnek, choć na początku wcale tak nie było i myślałam, że wielkość Miśka zostanie bez zmian. Powiem Wam w sekrecie – nawet nie zauważyłam, że on zdążył ogromnie urosnąć! Ale nic mu nie mówię – może nie zauważy, że jestem od niego mniejsza. CDN :-D

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Standardowy

odcinek 13

Zioła-chłopcy mają bardzo trudne imiona i większości zupełnie nie mogę zapamiętać. Pamiętam tylko Lubczyk. Może dlatego, że i imię ma ładnie i naprawdę ujmująco pachnie. Tak rozmarzyłam się przy tych aromatach, że wizyta w kuchni zajęła mi sporo czasu.

Po przedpokoju rozejrzałam się wobec tego szybciutko i tylko kontrolnie. Szafki, buty, wiszące ubrania. Nic nowego. Sprawdziłam przy okazji czy drzwi wejściowe są porządnie zamknięte na zasuwę. Były, więc mogłam spokojnie podreptać do łazienki.

Udało mi się wejść swobodnie, bo drzwi, o dziwo, były uchylone. Postanowiłam szczególnie uważać na pralkę, bo mogła być włączona, a tego szczególnie nie lubię. Zawsze mi się wydaje, że jej groźne, wielkie, szklane oko na mnie patrzy! A gdy pralka zaczyna huczeć, to myślę, że chce mi zrobić krzywdę i na mnie zapolować. Zajrzałam więc bardzo ostrożnie do łazienki, ale niebezpieczeństwa żadnego nie było, bo pralka stała cichutko. Nawet jej… CDN :-D 

 

 

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Standardowy

odcinek 12

podobnej dla mnie. I poinformuję ją, że ta jej nowa poduszka leży na podłodze. Widocznie spadła z łóżka.

Najpierw jednak postanowiłam zajrzeć jeszcze do przedpokoju, kuchni i łazienki. Nie spodziewałam się wprawdzie znaleźć tam kociego domku, ale sprawdzić należało.

W kuchni pachniało jeszcze obiadkiem. Pociągnęłam z przyjemnością noskiem. Przez chwilę napawałam się także pięknym aromatem ziół, które mama od niedawna hodowała w doniczkach na parapecie okiennym. Oj, to jest naprawdę wspaniały zapach! A do tego mama nadała im bardzo ładne imiona. Z tego co usłyszałam, wiem że są tam zioła-dziewczynki i zioła-chłopcy. Najbardziej podoba mi się piękne imię Bazylia. Wspaniale brzmi, prawda? I Mięta. Eleganckie. Przy okazji dowiedziałam się, że obie to koleżanki mojej pietruszeczki. Dla mnie, spośród tych wszystkich koleżanek, najsmaczniej jednak pachnie moja ulubiona natka. Tamte dwie za bardzo się perfumują. CDN :-D 

 

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

DSC_0066_001
Standardowy

odcinek 11

zorientowałam, że w rodzinie znalazł się wreszcie ktoś, kto lubi być ciągle podnoszony. Jak wiecie, ja nie lubię. Może więc w przyszłości ominie mnie ta nieprzyjemność dzięki Miśkowi.

 

Gdy się już dostatecznie napatrzyłam na całą moją rodzinę, zaczęłam rozglądać się za domkiem kotka. Żadnego kociego mieszkanka nie widziałam w dużym pokoju, więc wyszłam poszukać go gdzie indziej. Rozejrzałam się po pokoju Natalki, ale nic nowego w nim nie przybyło. U mnie i Kajtka też przez cały dzień nic się nie zmieniło. To gdzie ten kotek będzie mieszkać? Ja już mówiłam, że do siebie nie mogę go zaprosić.

Zajrzałam do sypialni rodziców. Tam też domku nie było. Zauważyłam tylko, że mama kupiła sobie nową poduszkę, niezwykle dużą, brązową, z czarnym wzorkiem, chyba przypominającym ślady łapek. Takich czteropalczastych. Dokładnie jej się przyjrzałam, bo bardzo mi się spodobała. Wyglądała na mięciutką i wygodną. Muszę zapytać mamy czy nie kupiłaby… CDN :-D 

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Zdjęcie0028
Standardowy

odcinek 10

znam na kotkach.

Mnie jednak bardziej zainteresowało coś innego – zobaczyłam, że Miśko potrafi wspaniale ruszać wąsikami! Wąsiki po prawej stronie noska rozłożył jak wachlarz. Te po lewej tak samo. Ale to nie wszystko, bo następnie oba te wachlarze z wąsików podniósł do góry i przesunął do przodu tak, że miał je przed pyszczkiem. Genialne! Może ja też tak umiem? Jeszcze nie próbowałam. A jeśli nawet nie umiem, to na pewno, jak trochę poćwiczę, będę potrafiła tak samo zrobić. Bardzo by mi się to podobało!

Okazało się, że każdy, no, może poza mną, pragnie wziąć kotka na ręce i przytulić do siebie. Najpierw tata zabrał go od mamy, po chwili podał Kajtkowi, a od Kajtka wzięła go na swoje kolana Natalka. Miśko wyglądał na zachwyconego. Ale z niego pieszczoch, pomyślałam wtedy. Zauważyłam, że dzięki tym pieszczotom wszyscy są uśmiechnięci i zadowoleni, co bardzo mnie ucieszyło. Najbardziej zachwycona byłam jednak ja sama, gdy się… CDN :-D

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Zdjęcie0028
Standardowy

odcinek 9

sprytnie się zorientowałam, jaka jest prawda, bo przecież jak ktoś rusza łebkiem i głośno burczy, to na pewno nie śpi.

Podeszłam bliżej fotela, aby dokładniej się przyjrzeć. Natalka przysunęła sobie krzesełko i też usiadła bliziutko. Wszyscy wpatrywaliśmy się w kotka. A on nadstawiał mamie do głaskania bródkę, potem policzki, raz lewy, raz prawy, i znowu bródkę. Minę miał bardzo zadowoloną, czemu wcale się nie dziwię. Przecież każdy byłby zadowolony w takiej sytuacji. Ja na przykład też uwielbiam, gdy ktoś gładzi mnie pod bródką. Nagle Natalka i Kajtek równocześnie wyciągnęli ręce i zaczęli mamie pomagać przy tym głaskaniu. Natalka gładziła kotkowi futerko na boczku, a Kajtek na pleckach.

- Chyba jest zadowolony, prawda mamo? – dopytywała Natalka. – Bo coraz głośniej mruczy.

Owszem, dźwięk wychodzący z Miśka był coraz głośniejszy, lecz według mnie to było burczenie a nie mruczenie. Ale mogę się mylić, przecież jeszcze się nie… CDN :-D

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Standardowy

odcinek 8

moim domkiem.

 

Pierwsze popołudnie z Miśkiem

Obudziłam się, gdy już wszyscy byli w domu. Nawet tatę słyszałam wyraźnie. Chyba wrócił wcześniej niż zwykle. To na pewno przez Miśka – trzeba go przecież tylu rzeczy nauczyć! Drzwi cichutko się uchyliły i wyjrzała zza nich Natalka.

- Kasiu, nie śpisz już? Jesteśmy wszyscy w dużym pokoju. Mamy kotka, wiesz?

I co w tym ciekawego?– pomyślałam. – Przecież ważniejsze jest, że macie świnkę! Jednak nic nie mówiąc głośno, ruszyłam za Natalką dołączyć do reszty rodziny.

Gdy weszłam do pokoju, zobaczyłam, że Kajtek i tata zwróceni są w stronę fotela, na którym siedzi mama, przy czym tata specjalnie przesunął się na sam brzeżek sofy, a Kajtek pochylił na krześle, które ustawił tyłem do stołu. Ale wcale nie patrzyli na mamę, o nie. Przyglądali się Miśkowi, który leżał na mamy kolanach. On oczy miał wprawdzie zamknięte, ale wcale nie spał. Od razu… CDN :-D

 

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Standardowy

odcinek 7

drzwi do swego pokoju. Słusznie zrobił, bo musiałam odsapnąć w spokoju przez te wszystkie emocje. Miałam czas również nieco się zastanowić.

Zaczęłam rozmyślać, jak to będzie się nam żyło w takiej większej rodzinie. I czy Miśko też dostanie swój domek, tak jak ja. Bo chyba na razie nie dostał, skoro chciał zająć mój. Ja tam wcale nie zamierzałam się z nim dzielić, bo jest większy i zająłby całe moje podwórko, co zupełnie by mi nie odpowiadało. Byłoby nam przecież za ciasno!

Ciekawe, co taki kotek je? Może też ziarenka, sianko i warzywka, tak jak ja? Czy wobec tego starczy jedzonka dla wszystkich? Koniecznie muszę o to zapytać. Najlepiej chyba mamę – ona o jedzeniu wie wszystko. I poza tym, jak wspomniał Kajtek, Miśko to jej kot, więc na pewno dobrze zna jego zwyczaje i upodobania.

Wszystkie te pytania i wątpliwości tak zawładnęły moimi myślami, że nawet nie zauważyłam, jak mi się usnęło na kupce pachnącego sianka przed…CDN :-D

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Standardowy

odcinek 6

chmurą, bo to powoduje, że nie mogę powstrzymać się od kichnięć. Może jestem uczulona?

Po tym wzajemnym przedstawieniu się Misko podszedł, by obejrzeć moje gospodarstwo. Wolałam nie spuszczać go z oka, a już na pewno nie odwracać się do niego tyłem. Tak na wszelki wypadek – przecież tak naprawdę to jeszcze go zupełnie nie znałam. Pewności dodawała mi obecność Kajtka. On też patrzył na Miśka.

Początkowo kotek obwąchiwał moje ogrodzenie i myślałam, że na tym poprzestanie. Aż tu nagle wsadził głowę za szczebelki, potem jedną nogę, a w końcu próbował cały wejść. Na moje prywatne podwórko! Bez zaproszenia! Byłam oburzona. Kajtek chyba też, bo zaczął Miśka wyciągać siłą. Nie rozumiem tylko, dlaczego przy tym chichotał. Przecież powinien był pouczyć go, że takie zachowanie jest niedopuszczalne!

Po tym wydarzeniu mój przyjaciel wyszedł z Miśkiem na ręku, zamykając… CDN :-D

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Standardowy

odcinek 5

to wąsiki! A więc podobieństw między nami jest kilka. Jak w prawdziwej rodzinie.

Na koniec Kajtek przestał przytrzymywać Miśka i pozwolił mu poruszać się swobodnie. Wtedy powąchaliśmy sobie noski. Właściwie to Miśko pierwszy zaczął wąchać mój nosek, więc nie pozostało mi nic innego, jak powąchać jego nosek. Może to takie kocie powitanie? Dobrze, że wąsiki nam się nie splątały! W każdym razie nasz nowy domownik wyglądał mi na zadowolonego po takim przywitaniu. Ciekawe dlaczego? Ja na przykład żadnego zapachu nie czułam. On w ogóle nie pachniał. Wcale. A na zapachach to ja się znam! Przecież znakomicie poznaję zapach drewienek, sianka, ogóreczków, marcheweczek, kalarepek czy jabłuszek. Zawsze czuję z daleka, co mama niesie mi na śniadanko. Ani razu się nie pomyliłam! Rozróżniam też po zapachu każdego, kto podchodzi do mojego domku. I nie lubię na przykład, gdy mama, przygotowująca się do wyjścia, przechodzi obok mnie otoczona pachnącą… CDN :-D 

 

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ :-D

Standardowy

odcinek 4

więc ostatecznie zezwoliłam na taki sposób zapoznania się. Przy okazji przyjrzałam mu się uważnie.

Okazało się, że chodzi na czterech nóżkach tak jak ja! Jest trochę ode mnie wyższy, ale to przez te nóżki właśnie. Są takie śmiesznie długie i całe w futerku. Nawet stopy ma włochate! I paluszki też! Hi hi… Ale za to ma po cztery paluszki we wszystkich stopach – prawie tak samo jak ja. Przy przednich łapkach ma wprawdzie jeszcze po jednym, wyżej z tyłu, ale ich nie widać, więc się nie liczą.

I wyobraźcie sobie, że cały jest w jednym kolorze! Jego futerko nie ma tak pięknych, różnych barw jak moje, ale też ładnie wygląda, gdyż, choć szare, to mieni się jak srebrne. Dostrzegłam też wzorki na ogonku. Ogonek Miśka jest długi, puszysty, w szare i ciemnoszare paseczki.

I, co najważniejsze, zobaczyłam u niego wąsiki. To mnie bardzo ucieszyło. Wprawdzie są szare, a nie białe, jakie ja mam, ale zawsze co wąsiki,… CDN :-D

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ

Standardowy

odcinek 3

Miśko będzie z nami mieszkał. Będzie nam razem weselej. To kotek mamy – tłumaczył. – Chciała was zapoznać dziś po południu, ale Miśko wybrał się sam na spacer po mieszkaniu. A jak wszedł do mojego pokoju, to chyba nieoczekiwanie zobaczył ciebie, bo widziałem, jak ucieka przestraszony.

- Przestraszony? Też coś! – prychnęłam. – A co ja mam powiedzieć? Myślałam, że jakiś potwór czyha na moje życie! O mało się nie przewróciłam ze strachu i nie poobijałam sobie boczków przez niego!

Ale nie powiedziałam tego wszystkiego na głos, bo zrobiłoby się niemiło, a kotkowi mogłoby być przykro, że wzięłam go przez pomyłkę za potwora. Zamiast tego przywitałam się głośno:

- Dzień dobry Miśku. Naprawdę miło mi cię poznać.

Miśko przyglądał mi się uważnie, ale nie przywitał się. Oj, chyba będziemy musieli przez jakiś czas uczyć go zasad grzecznego zachowania! Potem zapragnął mnie powąchać. Zrobił to bardzo delikatnie, pod nadzorem Kajtka,… CDN :-D

DSC_0066_001

 

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ

Standardowy

odcinek 2

nie miał. Przyznam się, że ze strachu umknęłam do domku tak szybko jak się dało! Wielka chmura wiórków, na których zresztą się poślizgnęłam uciekając, podniosła się za mną i zasłoniła straszny widok. Po chwili ostrożnie wystawiłam nos przez okienko. Nic nie poczułam. Potem powolutku wyjrzałam jednym okiem, ale niczego niezwykłego nie zobaczyłam. Postanowiłam jednak, że dopóki sprawa się nie wyjaśni, dopóty nie będę wychodzić na podwórko. Ale nie musiałam długo czekać, bo zaraz usłyszałam nadchodzącego Kajtka. Ośmieliłam się więc stanąć w drzwiach domku.

- Kasiu, chcę ci kogoś przedstawić – zaczął elegancko. – To jest kotek. Ma na imię Miśko.

Patrzę, a Kajtek trzyma na ręku szarą, futrzastą kulkę, która patrzy na mnie zdziwionymi złotymi oczami. Teraz nie wyglądały tak groźnie jak przedtem. Kajtek pochylił się, żebym mogła dokładniej obejrzeć przybysza.

- Miśku to jest Kasia – przedstawił mnie równie grzecznie, a potem wyjaśnił –… CDN :-D

 

ŚWINKA KASIA I KOTEK MIŚKO, CZYLI JESZCZE WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ

Standardowy

odcinek 1

Nowy członek rodziny

Kochani, ale się za Wami stęskniłam! Tyle mam nowego do opowiedzenia! W naszej rodzince zaszły takie ważne zmiany! Jest nas teraz więcej. Teraz my, to nie tylko ja, mama Dorotka, tata Jacek, Kajtek i Natalka, ale też Miśko. Miśko jest kotkiem. Kotek to taki zwierzaczek, troszkę wyższy ode mnie. Mama mówi, że on jeszcze jest malutki i będzie większy. Myślę, że nie musi tak być. Mnie na przykład taki kotek zupełnie wystarcza. Wolałabym, żeby mama nie miała racji.

Opowiem jednak wszystko po kolei. Otóż pewnego dnia, gdy jak zwykle wyszłam na podwórko przed moim domkiem posprzątać wiórki i co nieco się posilić z miseczki, zauważyłam cień padający zza ogrodzenia. Cień był dziwny, bo nie pasował do nikogo z rodziny. Obejrzałam się więc powolutku i zobaczyłam wielkie, wlepione we mnie, cytrynowożółte oczy. Tak naprawdę, to wcale nie pomyślałam wtedy, że to oczy. Bo takich oczu, które świecą zupełnie jak dwie naklejki odblaskowe na nowej kurteczce Natalki, nikt z naszej rodziny… CDN :-D 

odcinek 79 – świnka i jej rodzinka, czyli półtora kilograma przyjaciółki

Standardowy

…Monika, jak nikt inny, rozumiała każde moje słowo! Na wszystkie moje pytania odpowiadała właściwie. Zawsze wiedziała, o czym mówię. Niczego nie przekręciła ani razu, a przecież dziwaczne pomyłki wynikające z niezrozumienia zdarzały się nawet Kajtkowi. I ja rozumiałam ją doskonale. Gdy na przykład w czasie zwiedzania naszego mieszkania nikła mi z oczu, wołałam: „Gdzie jesteś, świnko?!”. Wtedy ona oznajmiała, że właśnie idzie do kuchni albo do Natalki, albo że bawi się w dużym pokoju. I wszystko się zgadzało! Dotąd tak dobrze nie porozumiewałam się z nikim. I to wielkie podobieństwo! Trzy paluszki u łapek! I cała reszta! Do nikogo z rodziny nie jestem aż tak podobna. Czy to nie wspaniałe? Wreszcie znalazł się ktoś, kto wygląda tak samo jak ja! Byłam bardzo wdzięczna Zuzi za taką wyjątkową niespodziankę. Lepszą niż przyjęcie urodzinowe!
Ustaliłyśmy z Moniką, że zawsze będzie przychodzić do nas razem z Zuzią. Jestem taka szczęśliwa, bo od tej pory będę miała swoją własną przyjaciółkę! Prawda, że to cudownie?! Na pewno uważacie tak samo jak ja. Chciałabym, żebyście i wy mieli wspaniałych przyjaciół! :-D <3

odcinek 78 – świnka i jej rodzinka, czyli półtora kilograma przyjaciółki

Standardowy

…do mnie świnka. I, że ma na imię Monika. Zuzia zaczęła opowiadać, że jak Monikę zobaczyła, od razu zapragnęła ją mieć, bo wyglądała tak jak ja, a mnie zawsze lubiła. Wymarzoną świnkę podarował Zuzi jej dziadek, a babcia pomogła wymyśleć dla niej imię.

Zuzia opowiadała, a Monika i ja powoli przyzwyczajałyśmy się do siebie. Na szczęście szybko przypomniałam sobie, że to ja jestem gospodynią i powinnam być uprzejma dla gościa. Zaprowadziłam więc Monikę do moich miseczek. Jak to dobrze, że Kajtek zostawił je przed ogrodzeniem! Zaczynam podejrzewać, że wiedział o wizycie nowej koleżanki.
- Proszę, Moniko, częstuj się. Te dropsy na wierzchu są wyśmienite – powiedziałam bardzo grzecznie.
- Dziękuję, Kasiu. Chętnie skosztuję – usłyszałam w odpowiedzi. – Tak się cieszę, że się spotkałyśmy. Zuzia dużo mi opowiadała o tobie.
Wymieniłyśmy więcej takich uprzejmych zdań i wiecie, co zauważyłam? Otóż… CDN :-D